Jak ćwiczyć kreatywność?

DeathtoStock_Desk4

Pierwsze pytanie, które już słyszę jak zadajecie mi w myślach to “A po co w ogóle mam ćwiczyć kreatywność?” Kolejne będzie pewnie brzmiało, jak coś w stylu: „ A w ogóle: ćwiczyć kreatywność?!” Brzmi to trochę dziwnie i choć nie jest oksymoronem, wzbudza podobne emocje. Jednak istnieje wiele książek i artykułów pomagających nam ćwiczyć kreatywność.

Kreatywność jest umiejętnością wychodzenia poza ustalone granice, tworzenia nowych idei. Jest niezbędna do rozwiązywania nowych, nieznanych problemów. To jasne więc, że przydaje się na co dzień. Z tego samego powodu może być niezwykle przydatna w pracy, być może pomagając nam rozwiązywać skomplikowane zagadnienia, a w konsekwencji nawet zdobyć awans, co przekłada się na wyższe zarobki. Podobnie sprawy się mają z osobami, które posiadają lub planują posiadać własny biznes – na tym polu kreatywność to podstawa. Nie piszę już o takich sprawach jak zajmowanie się sztuką, gotowanie, dekorowanie czy podrywanie dziewczyny (panowie wiedzą sporo o tym rodzaju kreatywności, więc może podzielą się w komentarzach swoimi doświadczeniami?).

Często nasza kreatywność zostaje zablokowana z różnych powodów. Może to być strach przed wyśmianiem, odrzuceniem lub też zupełnie przeciwnie – bezpieczeństwo i brak konieczności dodatkowego wysiłku, które dają nam znane, utarte schematy. Utarte schematy są również dobre. W przypadku rodziców opiekujących się dziećmi, pozwalają wykonywać wiele czynności automatycznie, oszczędzając w ten sposób czas i energię. Jednak to kreatywność napędza rozwój. Dzięki niej nasza cywilizacja jest dzisiaj na tak zaawansowanym stopniu ewolucji.

DeathtoStock_NotStock2

Z powodów powyższych oraz wielu innych warto więc ćwiczyć swoją kreatywność. Jak już wspomniałam istnieje wiele źródeł pomocnych w tych ćwiczeniach. Ja wybrałam kilka takich, które przemówiły do mnie najbardziej. Zaczynamy:

  1. Moim zdaniem najlepsze ćwiczenie, pochodzące z książki „Droga artysty” Julii Cameron to poranne strony. Polega ono na zapisywaniu codziennie rano trzech stron papieru wszystkim, co przyjdzie nam do głowy. Warunek jest jeden – trzeba pisać codziennie. Autorka poleca stosować tę metodę przez dwanaście tygodni, bo na tyle czasu opracowany został jej kurs. Jednak nawet pisanie przez tydzień może przynieść tak dobre skutki, że nie będziemy chcieli rezygnować. Można pisać dosłownie o wszystkim, a jeżeli nie mamy pomysłu, pisać o tym tak długo, aż zapełnimy puste strony.
  1. Ćwiczenia typu: wybierz przedmiot i wymień dla niego jak najwięcej innych zastosowań, niż podstawowe (np. parasol, widelec, szklanka, krzesło, itp.).
  1. Ćwiczenia typu: napisz opowiadanie zawierające zadaną listę wyrazów (np. gałąź, koparka, jabłko, czerwona, niebezpieczne, zrzucił, latanie, etc.)
  1. To może się wydawać dosyć oczywiste, ale gdy starasz się rozwiązać jakiś problem. Przystopuj na chwilę swoje myśli. Spróbuj nie podążać za znanymi schematami i postaraj się wymyślić nowe rozwiązanie, a najlepiej kilka. Nie odrzucaj żadnego z nich od razu . Wszystkie je możesz zapisać na kartce i wrócić do nich później.
  1. Proste, ale jakże przyjemne ćwiczenie na co dzień: ugotuj nowe danie, najlepiej takie, którego nie ma w książce kucharskiej. Wymyślaj nowe smaki i kombinacje – połączysz przyjemne z pożytecznym!
  1. W ogóle pisanie jest świetnym pomysłem na ćwiczenie kreatywności. Możesz prowadzić coś na kształt pamiętnika, bloga, osobistych zapisków, ważnych notatek, spisu myśli lub uczuć – czegokolwiek.

Znacie jakieś dobre ćwiczenia na kreatywność?

Reklamy

Darmowe kursy renomowanych uczelni na wyciągnięcie ręki!

8597609828_860fcfb6ff_h

 

Hej! Dzisiaj mam dla Was miłą niespodziankę. Marzyliście kiedyś o studiowaniu na Harvardzie? Czy wiedzieliście, że Wy też możecie studiować online na renomowanych uczelniach kompletnie za darmo? Wystarczy zapisać się na wybrane kursy na stronach:

Dwie kolejne pozycje zapożyczyłam z bloga Tomasza Bobryka:

Link do pełnego artykułu http://tomaszbobryk.wordpress.com/2014/08/28/w-poszukiwaniu-wiedzy/

medieval-276019_1280

 

Strony oraz kursy dostępne są w większości w języku angielskim. Jeżeli z tego powodu nie czujecie się na siłach, żeby zapisać się na wymarzony kurs, nic straconego. Możecie nauczyć się języka angielskiego a także innych za darmo na:

Znacie jakieś inne interesujące strony?

Medytacja w 20 minut

Medytacja jest ostatnio popularnym tematem. Zwiększone zainteresowanie zawdzięcza ona coraz bardziej świadomemu podejściu ludzi do życia i swojej psychiki, zwracania uwagi na swoje wewnętrzne odczucia i odkrywaniu jaki skutek mają one na nasze zachowanie i życie. Coraz więcej ludzi interesuje się również slow life czyli, mówiąc ogólnie, uważnym życiem.

IMG_9663

Slow life nie znaczy jednak, że mamy wszystko robić powoli, to raczej stan umysłu, kiedy jesteśmy świadomi i uważni podczas każdej wykonywanej czynności i myśli z nią związanych: chodzenia, jedzenia, odczuwania, rozmawiania, etc. Dzięki temu możemy bardziej cieszy się życiem i przeżywać je świadomie. Pomyśl jak często jedząc lub rozmawiając z kimś Twoja głowa planuje w tym samym czasie co masz dzisiaj jeszcze do zrobienia. Gdybyś dobrze skupił się na jedzeniu, zobaczyłbyś kolory, poczułbyś smaki, strukturę, temperaturę jedzenia. To wszystko, co zwykle Ci umyka. Szczerze doceniłbyś czas i pracę osoby, która włożyła ją w przygotowywanie posiłku. Podczas rozmowy, mógłbyś wreszcie zacząć słuchać o czym mówi druga osoba i cieszyć się razem z nią, współczuć lub zwyczajnie wysłuchać i zrozumieć. Pomyśl jak bardzo ta osoba byłaby Ci wdzięczna i jak to by wpłynęło na Wasze więzi. W ten sposób zaczynamy doceniać codzienne doświadczenia i to co przynosi nam życie. Zauważamy dostępną różnorodność smaków, kolorów, upodobań, zachowań, kształtów, emocji. Czerpiemy z życia co tylko się da ze świadomością, że nie będziemy mogli robić tego wiecznie.

Medytacja bardzo pomaga w ćwiczeniu umiejętności skupienia, która w dobie dzisiejszego zalewu informacji u wielu osób zdecydowanie szwankuje. Umiejętność skupienia się na jednej rzeczy pozwala nam cieszyć się doświadczeniem oraz wykonać daną czynność lepiej i szybciej dzięki temu, że nasz umysł nie jest zajęty rozwiązywaniem setki innych problemów.

8f4028e0d9f0d402a7d860bcbb1ecafa

Pisząc to wszystko mam jednak świadomość, że większość z nas pracuje i wykonuje dziesiątki różnych innych obowiązków w ciągu tygodnia. Nie mamy więc czasu, aby wykonywać wielogodzinne medytacje a prawdopodobnie nawet godzinne. Większość z nas może sobie pozwolić na jakieś dwadzieścia minut kilka razy w tygodniu, może trochę dłużej w weekend. Dodatkowo taki krótki czas „nicnierobienia” może nam się na początku wydawać aż nadto długi. Z tego powodu podaję przepis na dwudziestominutową medytację, którą z łatwością możecie przekształcić w piętnasto- lub czterdziestopięciominutową sesję. Wszystko zależy od Waszych chęci i dostępnego czasu. Do wykonania medytacji przydatny będzie nastawiony stoper.


Usiądź wyprostowany na krześle lub poduszce albo połóż się na łóżku. Zamknij oczy. Wsłuchaj się we wszystkie odgłosy, jakie docierają do Twoich uszu z zewnątrz. Poczuj czy powietrze na twarzy, rękach i innych odsłoniętych częściach ciała jest chłodne czy ciepłe. Zacznij śledzić swój oddech. Pomyśl o tym jak wdychasz zimne, czyste powietrze przez nos i wydychasz na zewnątrz ogrzane powietrze. Tlen dostarczany przy wdechu odżywia Twoje ciało. Dzięki niemu w komórkach zachodzą różne procesy. Pomyśl o jego dobroczynnym działaniu przy wdechu i o tym jak pozbywasz się dwutlenku węgla przy wydechu, oczyszczając Twoje ciało. Wyobraź sobie jak przy wdechu Twoje płuca się powiększają a później zmniejszają się podczas wydechu, aż do momentu kiedy nie ma już w nich powietrza.
Jeżeli masz z tym problem, spróbuj skupić się na wznoszącym się i opadającym brzuchu. Jeżeli zauważysz, że zaczynasz myśleć o różnych rzeczach, spróbuj zwrócić swoją uwagę z powrotem na oddech. Nie oceniaj się, jeżeli ciężko Ci jest skupić uwagę na oddechu przez dłuższy czas. Po jakimś czasie praktykowania powinno być nieco łatwiej. Kontynuuj skupianie się na oddechu.


Napisz proszę w komentarzu jakie są Twoje obserwacje? Czy było to przyjemne doświadczenie? Jakie myśli krążyły w Twojej głowie podczas medytacji?

(Nie)poważne myśli

guitarist-407212_1280

Dzisiaj będzie na temat myśli. A konkretniej naszego ciągłego myślenia i tego jak zmienia ono nasz stan oraz uczucia a w konsekwencji przekłada się na nasze zachowanie.

Każdy z nas ciągle o czymś myśli, jednak niewiele osób zdaje sobie tak naprawdę sprawę, że własne myśli w większości traktujemy śmiertelnie poważnie. Nawet się nad tym nie zastanawiając przyjmujemy je bez negacji, a przecież przeważnie są one czystym wymysłem naszej wyobraźni. Ile razy zdarza nam się rozmawiać z kimś i przez nieporozumienie źle odebrać to co powiedział? A jak często zdarza się odwrotna sytuacja mimo, że mamy najlepsze i najszczersze intencje?

Dzieje się tak ponieważ odbieramy to co ktoś zrobił lub nam powiedział na swój sposób. Każdy z nas ma jakieś, lepsze lub gorsze, doświadczenia związane z różnymi sytuacjami. Zapamiętujemy bardzo złe, bardzo dobre, zaskakujące momenty ze względu na ich silne zabarwienie emocjonalne. Jeżeli po jakimś czasie przydarzy nam się sytuacja, przypominająca którąś z przeszłości, poczujemy te same uczucia, jakie towarzyszyły nam kiedyś. Myśli przyjdą automatycznie. Przeważnie będą one oceniające. Niekoniecznie są one jednak odzwierciedleniem prawdy.

Pomyślmy o takiej sytuacji. Prosimy dobrego znajomego, z którym widujemy się raz na jakiś czas, żeby nam w czymś pomógł. Nie widzieliśmy się z nim już od jakiegoś czasu. On przeprasza i odmawia nam pomocy ze względu na brak czasu związany z nawałem obowiązków w pracy. Z jednej strony możemy pomyśleć: „W porządku, to normalne. Każdy ma czasami więcej pracy. Poproszę kogoś innego.” Jednak możemy równie dobrze pomyśleć: „Nie widzieliśmy się od dawna i teraz on ma mnie w nosie gdy go potrzebuję. Chyba nie chce mieć już za mną nic wspólnego.” Wszystko zależy od naszego nastroju, a co ważniejsze jakiejkolwiek wersji nie „wybierzemy” wyda nam się prawdziwa. Tak samo każda z myśli pojawiających się w naszych głowach wydaje nam się zawsze prawdziwa. Wiele gorszych myśli podczas niezbyt dobrego dnia spowoduje więc znaczny spadek nastroju.

Gdyby jednak spróbować nie traktować siebie tak poważnie? Pomyślmy o tym. Każdą myśl można by traktować tylko jako myśl i nic więcej. Innymi słowami, można spróbować każdą myśl traktować tak samo. Na przykład myśl: „Ten kwiatek jest żółty” traktować na równi z: „Znów zdarzyła mi się pomyłka w pracy”, nie zadręczając się tym co znowu zrobiliśmy źle. Taka myśl wywołałaby w nas normalnie negatywne odczucia względem siebie samych, bo w naszej kulturze nie toleruje się błędów lub obowiązuje za nie kara. (Oczywiście nie można przesadzać. Robiąc pomyłki w pracy, zmniejszające znacznie dochód firmy, należałoby im się przyjrzeć bo można tę pracę stracić.)

Jednym sposobem na nauczenie się, jak trakować myśli w ten sposób jest wykonanie ćwiczenia opisanego przez Ronalda D. Siegela w książce „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudniości.”. Polega ono na wyobrażeniu sobie naszych myśli jako chmur sunących po niebie, podczas gdy niebem jest nasza świadomość, my. W ten sposób oddzielamy się od myśli. One nie są nami. Pojawiają się w naszej głowie i znikają, tak jak chmury na niebie. To bardzo relaksujące ćwiczenie można wykonać w kilka- kilkanaście minut z zamkniętymi oczami. Bardzo je polecam.

dreamstimefree_125058

Kolejną rzeczą którą warto zauważyć w związku z myślami jest fakt, że pod wpływem danej myśli, czy to pozytywnej, czy negatywnej, zmienia się nasze postrzeganie danej sytuacji lub osoby z którą rozmawiamy. Przykładowo wyobraźmy sobie sytuację w której ustępujemy miejsca osobie z dzieckiem w kolejce w sklepie, myśląc, że to taki miły gest i na pewno ten ktoś to doceni. Przepełnia nas dobry nastrój i duma. Następnie wyobraźmy sobie że ta osoba nie tylko nie dziękuje ale i przez kolejnych dziesięć minut wybiera papierosy przy kasie. Nasze odczucia zmienią się o 180 stopni, a myśli zaczną krążyć niebezpiecznie koło epitetów i wykroczeń. W tej sytuacji można zauważyć jak bardzo myśli i uczucia zmieniają nasze postrzeganie świata. Jak bardzo zmieniają nas. Przecież jeszcze przed chwilą byliśmy uprzejmymi ludźmi, szanowanymi obywatelami, a teraz mamy ochotę wygarnąć komuś, jaki z niego prostak. Jesteśmy źli i aroganccy, być może także dla innych ludzi. Gdybyśmy nie traktowali swoich myśli tak poważnie, moglibyśmy wyciągnąć nauczkę na przyszłość z tej sytuacji i spokojnie dokończyć zakupy. Nie traktując myśli poważnie, nie traktujemy też w ten sposób naszego stanu (np. wzburzenia, zdenerwowania). Ddatkowo, gdy już jesteśmy zdenerwowani generujemy nowe, negatywne myśli, którym już w ogóle nie można ufać, bo są przecież czystym wytworem naszej wzburzonej wyobraźni. Tutaj także przyda nam się krótkie ćwiczenie opisane powyżej. W końcu mamy czas, czekamy w kolejce dziesięć minut.

„Oślepienie”

          Robin Cook jest według mnie mistrzem medycznych thrillerów. „Oślepienie” trzyma w napięciu już od pierwszej strony. Przygotujcie się na niezłą akcję i lekkie mdłości! Poniżej przedsmak tego co możecie znaleźć w księżce.

 


 

          „Kolosalna dawka stężonej kokainy pod naciskiem tłoka wydostała się ze strzykawki do żyły łokciowej Duncana Andrewsa. Natychmiast odezwały się alarmy chemiczne. Niektóre komórki krwi i enzymy osocza zwane jako cholesterazy zaatakowały cząsteczki kokainy jako część grupy związków zwanych alkaloidami; związki te wytwarzane są przez rośliny i należą do nich takie fizjologicznie czynne substancje, jak kofeina, morfina, strychnina i nikotyna.

          Podejmując rozpaczliwą, choć daremną próbę obrony przed tą gwałtowną inwazją, enzymy osocza znane jako cholesterazy zaatakowały kokainę, rozkładając część obcych cząsteczek na fizjologicznie nieczynne fragmenty. Dawka była jednak przytłaczająca. W ciągu paru sekund kokaina przemknęła przez prawą komorę serca do płuc, a następnie do innych części ciała Duncana.

          Farmakologiczne skutki działania narkotyku zaczęły pojawiać się niemal natychmiast. Część cząsteczek kokainy dostała się do tętnic wieńcowych, powodując ich zwężenie i zmniejszenie dopływu krwi do serca. Jednocześnie rozpoczęło się przenikanie kokainy z naczyń wieńcowych do płynu zewnątrzkomórkowego otaczającego ciężko pracujące włókna mięśnia sercowego. Obcy związek zaczął tam zakłócać ruch jonów sodowych przez błony komórkowe, mający kluczowe znaczenie dla funkcji skurczowych mięśnia sercowego. W wyniku tego zdolność przewodzenia bodźców w sercu oraz jego kurczliwość zaczęły się zmniejszać.

          W tym samym czasie cząsteczki kokainy dotarły przez tętnice szyjne do mózgu i bez najmniejszego trudu przeniknęły barierę krew-mózg. Zaczęły krążyć między bezbronnymi komórkami mózgowymi, skupiając się w miejscach zwanych synapsami, przez które komórki nerwowe utrzymują łączność między sobą.

          Właśnie w synapsach działanie kokainy było najbardziej perfidne. Przejmowała na siebie nie swoją rolę. Chemiczne właściwości cząsteczki kokainy sprawiały, że jej zewnętrzna część była błędnie rozpoznawana przez komórki nerwowe jako neurotransmiter, czyli adrenalina, noradrenalina lub dopamina. Działając na zasadzie wytrycha, cząsteczki kokainy wnikały do molekularnych pomp absorbujących te neurotransmitery i blokując je, nagle zatrzymywały ich pracę.

          Wynik był łatwy do przewidzenia. Ponieważ reabsorbcja neurotransmiterów była zablokowana, utrzymywał się ich efekt stymulujący. A stymulacja prowadziła do dalszego wyzwalania neurotransmiterów w ramach swoistej spirali pobudzenia. Komórki nerwowe, które normalnie wróciłyby do stanu uspokojenia, zaczynały reagować seriami impulsów.

          Aktywność komórek mózgowych stopniowo narastała, zwłaszcza w ośrodkach zadowolenia położonych głęboko pod korą mózgową. Tutaj głównym neurotransmiterem była dopamina. Z przewrotną predylekcją kokaina zablokowała pompy dopaminowe, doprowadzając do gwałtownego wzrostu stężenia dopaminy. Obwody nerwowe unikatowo połączone dla zapewnienia przetrwania gatunku znalazły się w stanie silnego pobudzenia, wypełniając ekstatycznymi bodźcami linie przesyłowe do kory mózgowej.

          Ale ośrodki nie były jedynymi zaatakowanymi częściami mózgu Duncana, tylko jednymi z pierwszych. Wkrótce pojawiły się bardziej ponure efekty inwazji kokainy. Dotyczyły one filogenetycznie starszych ośrodków mózgu regulujących takie funkcje, jak oddychanie i koordynacja mięśni, Pobudzone zostały nawet obszary kontrolujące termoregulację i wymioty.

          Sytuacja niebyła więc dobra. Wśród gwałtownego napływu przyjemnych bodźców wytwarzał się stan złowróżbny. Na horyzoncie powstała ciemna chmura zapowiadająca straszliwą burzę neurologiczną. Kokaina miała ujawnić swe prawdziwe, mylące oblicze: sługi śmierci otaczającej się aurą oszukańczej rozkoszy.”

 


 

          „Laurie odłożyła słuchawkę. (…) Złapała taksówkę i pojechała pod adres na Sutton Place South. Po przybyciu na miejsce pokazała portierowi swą odznakę lekarza sądowego i poprosiła o zarządcę domu.

– Carl będzie tu za moment. Mieszka w tym budynku i prawie zawsze jest uchwytny – powiedział bez wahania portier.

          Wkrótce pojawił się drobny, ciemnowłosy mężczyzna z czarnym wąsikiem i przedstawił się jako Carl Bethany.

– Domyślam się, że jest tu pani w związku z George’em VanDeusenem? – zapytał.

          Laurie kiwnęła głową.

– Jeśli nie sprawiłoby to zbytniego kłopotu, chciałabym obejrzeć miejsce, gdzie znaleziono ciała. Czy mieszkanie jest puste?

– O, tak – odpowiedział Carl. – Ciała zostały zabrane w nocy.

– Nie o to mi chodziło – wyjaśniła. – Chcę się upewnić, że nie ma tam członków rodziny. Nie chciałabym nikogo niepokoić.

          Zarządca odparł, że musi sprawdzić. Porozmawiał z portierem, po czym wrócił i zapewnił Laurie, że w mieszkaniu nie ma nikogo. Następnie zawiózł ją na dziesiąte piętro i otworzył drzwi wejściowe.

– Nikt jeszcze tu nie sprzątał – poinformował wchodząc.

           Laurie poczuła zapach stęchlizny, podobny do rybiego.

          Rozejrzała się po pokoju. Antyczny stolik do kawy stał na trzech nogach przechylony pod dziwnym kątem. Czwarta noga leżała na podłodze tuż obok. Na dywanie rozsypane były magazyny ilustrowane i książki; wyglądało na to, że rozsypały się po złamaniu nogi stolika. Między stołem a kanapą leżała rozbita kryształowa lampa. Na ścianie krzywo wisiał duży olejny obraz któregoś ze starych mistrzów.

– Sporo szkód – zauważyła Laurie. W wyobraźni odtwarzała napad drgawek, który mógłby spowodować takie zniszczenia.

– Tak właśnie to wyglądało, gdy wszedłem tu wczoraj w nocy – rzekł Bethany.

          Skierowała się w stronę kuchni.

– Kto znalazł ciała? – spytała.

– Ja – odpowiedział Carl.

– Kto pana wezwał?

– Nocny portier.

          Laurie właśnie miała o niego zapytać. Powiedziała zarządcy, że z nim także chciałaby porozmawiać.

– Dlaczego pana wezwał? – pytała dalej.

– Powiedział, że jakiś inny lokator powiadomił go o dziwnych odgłosach dochodzących z tego mieszkania. Obawiał się, że komuś mogło się coś stać.

– I co pan zrobił?

– Wjechałem tutaj i zadzwoniłem. Dzwoniłem kilka razy, po czym użyłem zapasowego klucza. No i znalazłem ciała.

          Laurie przymknęła na moment oczy. Zastanawiała się nad scenariuszem i coś w nim nie grało. Z przeczytanego przed godziną raportu dochodzeniowego pamiętała, że w obu ciałach, nawet u kobiety w sypialni stwierdzono stężenie pośmiertne. Oznaczało to że ofiary musiały nie żyć co najmniej od kilku godzin.

– Mówi pan, że lokator powiadomił portiera o odgłosach dochodzących z mieszkania właśnie wtedy? To znaczy w chwili, gdy telefonował?

– Tak mi się wydaje – odpowiedział Bethany.

          Laurie zaczęła się zastanawiać, jak znaleziono inne ofiary z serii.”

 


 

          „Po zajrzeniu do biura kostnicy i głównej sali sekcyjnej Laurie zrezygnowała z poszukiwań Bruce’a. Uznała, że pewnie ma przerwę w pracy. Postanowiła sama poszukać w chłodni ciała Haberlin.

          Przed wejściem do środka włożyła gumowe rękawice. Z trudem otworzyła Ciężkie drzwi, sięgnęła do środka i zapaliła światło.

          Chłodnia wyglądała mniej więcej tak samo jak poprzednim razem, gdy poszukiwała ciała Julii Myerholtz. Większość zwłok na drewnianych półkach nie była ruszona od jej ostatniej wizyty. Na wózkach leżała nowa partia. Niestety było więcej ciał niż przedtem. Starając się działać metodycznie, zaczęła od sprawdzania zwłok znajdujących się najbliżej drzwi. Wszystkie miały, jak zwykle, kartki identyfikacyjne. Aby sprawdzić nazwisko, musiała za każdym razem podnosić prześcieradło pokrywające ciało. Następnie przesuwała na bok wózek i przechodziła dalej w głąb chłodni.

          Wzdrygnęła się. Widok bladych zwłok młodej osoby nigdy nie należał do przyjemnych. Wydawało jej się, że nigdy się nie przyzwyczai do tego aspektu swej pracy lekarza sądowego. Z wyraźną niechęcią wyciągnęła rękę i położyła kciuki i palce wskazujące na górnych powiekach Stephanie.

           Przez chwilę wahała się, zastanawiając się, czy bardziej wolałaby się mylić, czy też nie. Wciągnęła głęboko powietrze i podniosła powieki zmarłej kobiety.

          Po raz drugi wzdrygnęła się. Poczuła się nawet niepewnie na nogach. W ułamku sekundy jej podejrzenia się potwierdziły. Miała rację. Nie można już było uważać tego za zbieg okoliczności.”

 

 

Ryba pieczona na ostro i puree z kalafiora i quinoi

20140803_144148

 

 

            Witam! Wiele osób ma spory problem z przygotowaniem ryby bo poza podaniem usmażonego w grubej panierce fileta nie bardzo wiedzą co z nią zrobić. Najprostszym i najzdrowszym sposobem jest połączenie przypraw, folii aluminiowej i piekarnika. Do tego dania wymyśliłam przyjemny dodatek w postaci zdrowego puree. Jest tak pyszne, że z powodzeniem może zastąpić nudne, ziemniaczane puree.

          Ryba pieczona na ostro i puree z kalafiora i quinoi20140803_134531

Składniki:

  • Ryba – 2 filety białej ryby
  • ½ łyżeczki ostrej papryki
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • ½ łyżeczki kminku mielonego
  • 1/3 szklanki kaszy quinoa lub innej
  • ½ kalafiora
  • Garść kiełków lub natki pietruszki
  • 1 cytryna
  • ½ łyżeczki curry
  • Sól, pieprz

 

Filety obtaczamy w mieszance ostrej papryki, czosnku, kminku i soli. Zawijamy w folię do pieczenia i zapiekamy ok. 20-30 min w 180°C lub smażymy kilka minut na oliwie z oliwek.

W tym czasie gotujemy kaszę zgodnie z instrukcjami na opakowaniu i oddzielnie kalafiora przez ok 6-8 minut.

Do quinoii dodajemy ugotowanego kalafiora, curry, sól i pieprz. Miksujemy blenderem.

Podajemy z cytryną pokrojaną na cząstki i purre z kalafiora i quinoi posypanym kiełkami lub pietruszką. Ja danie to podałam z sałatką z buraków i mozarelli na boku.

Dlaczego zachowujesz się jak dziecko?

girl-171207_1280

         

          Znacie ten moment kiedy jakiś czas po kłótni lub innym przykrym wydarzeniu myślicie sobie: “Ale ze mnie [tu wstawić odpowiednie]”, “po co ja to powiedziałam/em?”, “zachowałam/em się jak … “?

                  Ja tak. I nie lubię tego uczucia. Gdyby jednak tak dobrze się zastanowić to co powoduje że czasami zachowujemy się delikatnie mówiąc przekornie, nieodpowiednio, głupio, nie obrażając dzieci można by powiedzieć – “jak dziecko”? Skąd to się w ogóle w dorosłych ludziach bierze?

                         E. Brine w książce „W co graja ludzie“ twierdzi ze w różnych sytuacjach pojawiają się u nas różne stany ego, czyli różne zestawy zachowań powiązane z różnymi zestawami uczuć. Idąc dalej każdy z nas w dowolnym czasie może znajdować się w jednym z trzech stanów: rodzica, dorosłego lub dziecka.

                      Gdy wiec ktoś odniesie się do nas jak do dorosłego, np. zapyta: „czy wiesz gdzie mogę kupić dobrą farbę?“, odpowiadamy jak dorosły: „W centrum jest dobry sklep z dużym wyborem i przystępnymi cenami. Pokażę Ci go na mapie jeśli chcesz“. Na poziomie ego jest to rozmowa dorosłego z dorosłym i jak widać nie następuje tu żadna „kolizja“ w komunikacji. Tak samo byłoby podczas rozmowy z ego na poziomie dziecko-dziecko, rodzic-rodzic, rodzic-dziecko (i odwrotnie), rodzic-dorosły (i odwrotnie). Spójrz na poniższy rysunek, który rozjaśni Ci o czym pisze:

warsztatrozwoju102

a) – lewa górna strona, b) – prawa górna strona, c) – lewa dolna i d) – prawa dolna strona.

                      Jak widać na rysunku, strzałki symbolizujące bodziec i reakcję nie przecinają się. Nie następuje tu więc żadna kolizja. Każdy bodziec i reakcję z rys. b, c i d można odwrócić, otrzymując akcję odwrotną, np. na rys. d rodzic zwraca się do dziecka, a dziecko reaguje odpowiednio i zwraca się do rodzica. Odwrotną akcją będzie tu więc dziecko zwracające się do rodzica, któregy zareaguje zwracając się do dziecka. W tej sytuacji również nie zajdzie żadna kolizja.

                  Jeżeli spytam partnera: „Widziałeś mój telefon“ a On odpowie: „Trzeba było posprzątać swoje rzeczy, wtedy byś wiedziała.“ na poziomie ego nie jest to rozmowa dwójki dorosłych. Ja-dorosła kieruje swoje pytanie do partnera-dorosłego a on odpowiada jak rodzic do dziecka, które znowu było nieposłuszne i nie posprzątało swoich rzeczy. Kolej takiej rozmowy jest przewidywalna. Kłótnia gotowa. Taki rodzaj rozmowy (transakcji) najczęściej ze wszystkich powoduje konflikty w naszym życiu (np. w małżeństwie, pracy). Poniżej naszkicowałam schemat ilustrujący moją wspomnianą teoretyczną rozmowę z partnerem. Bodziec, czyli ja, zadaje pytanie. Reakcja to odpowiedź partnera.

warsztatrozwoju103

                       Wydaje się ze kluczem jest trzymanie się zasady, która symbolizuje pierwszy schemat stworzony na wzór schematu z w.w. książki, tj. komunikowanie się w taki sposób, aby linie łączące, symbolizujące akcje pomiędzy rozmówcami nie przecięły się. Nie znajdę więc telefonu dopóki ja nie dopasuje się do roli dziecka albo mój partner do roli dorosłego.

                     Znajomość tego schematu bardzo pomaga w zrozumieniu co dzieje się z nami pod wpływem różnych uczuć i bodźców. Sama świadomość, że ego właśnie zmieniło stan jest niesamowicie istotna. Powoduje, ze możemy tak pokierować rozmową, aby “obudzić” w sobie i partnerze/partnerce dorosłych i sprowadzić konwersację na właściwe tory.

                      Trzeba tutaj zaznaczyć, że rola dziecka nie jest zła, a wręcz przeciwnie. Często używa się jej np. w trakcie zabaw seksualnych. Jednak w sytuacji poważnej rozmowy zapewne nie chcielibyśmy wczuwać się w rolę dziecka lub rodzica tylko rozmawiać jak partner z partnerem tj. dorośli, rodzice itp.

                  Nie jest to żadnego rodzaju manipulacja, tylko świadomość i próba pracy nad sobą oraz związkiem. Sama chętnie więc dzielę się tą wiedzą z moim partnerem.