(Nie)poważne myśli

guitarist-407212_1280

Dzisiaj będzie na temat myśli. A konkretniej naszego ciągłego myślenia i tego jak zmienia ono nasz stan oraz uczucia a w konsekwencji przekłada się na nasze zachowanie.

Każdy z nas ciągle o czymś myśli, jednak niewiele osób zdaje sobie tak naprawdę sprawę, że własne myśli w większości traktujemy śmiertelnie poważnie. Nawet się nad tym nie zastanawiając przyjmujemy je bez negacji, a przecież przeważnie są one czystym wymysłem naszej wyobraźni. Ile razy zdarza nam się rozmawiać z kimś i przez nieporozumienie źle odebrać to co powiedział? A jak często zdarza się odwrotna sytuacja mimo, że mamy najlepsze i najszczersze intencje?

Dzieje się tak ponieważ odbieramy to co ktoś zrobił lub nam powiedział na swój sposób. Każdy z nas ma jakieś, lepsze lub gorsze, doświadczenia związane z różnymi sytuacjami. Zapamiętujemy bardzo złe, bardzo dobre, zaskakujące momenty ze względu na ich silne zabarwienie emocjonalne. Jeżeli po jakimś czasie przydarzy nam się sytuacja, przypominająca którąś z przeszłości, poczujemy te same uczucia, jakie towarzyszyły nam kiedyś. Myśli przyjdą automatycznie. Przeważnie będą one oceniające. Niekoniecznie są one jednak odzwierciedleniem prawdy.

Pomyślmy o takiej sytuacji. Prosimy dobrego znajomego, z którym widujemy się raz na jakiś czas, żeby nam w czymś pomógł. Nie widzieliśmy się z nim już od jakiegoś czasu. On przeprasza i odmawia nam pomocy ze względu na brak czasu związany z nawałem obowiązków w pracy. Z jednej strony możemy pomyśleć: „W porządku, to normalne. Każdy ma czasami więcej pracy. Poproszę kogoś innego.” Jednak możemy równie dobrze pomyśleć: „Nie widzieliśmy się od dawna i teraz on ma mnie w nosie gdy go potrzebuję. Chyba nie chce mieć już za mną nic wspólnego.” Wszystko zależy od naszego nastroju, a co ważniejsze jakiejkolwiek wersji nie „wybierzemy” wyda nam się prawdziwa. Tak samo każda z myśli pojawiających się w naszych głowach wydaje nam się zawsze prawdziwa. Wiele gorszych myśli podczas niezbyt dobrego dnia spowoduje więc znaczny spadek nastroju.

Gdyby jednak spróbować nie traktować siebie tak poważnie? Pomyślmy o tym. Każdą myśl można by traktować tylko jako myśl i nic więcej. Innymi słowami, można spróbować każdą myśl traktować tak samo. Na przykład myśl: „Ten kwiatek jest żółty” traktować na równi z: „Znów zdarzyła mi się pomyłka w pracy”, nie zadręczając się tym co znowu zrobiliśmy źle. Taka myśl wywołałaby w nas normalnie negatywne odczucia względem siebie samych, bo w naszej kulturze nie toleruje się błędów lub obowiązuje za nie kara. (Oczywiście nie można przesadzać. Robiąc pomyłki w pracy, zmniejszające znacznie dochód firmy, należałoby im się przyjrzeć bo można tę pracę stracić.)

Jednym sposobem na nauczenie się, jak trakować myśli w ten sposób jest wykonanie ćwiczenia opisanego przez Ronalda D. Siegela w książce „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudniości.”. Polega ono na wyobrażeniu sobie naszych myśli jako chmur sunących po niebie, podczas gdy niebem jest nasza świadomość, my. W ten sposób oddzielamy się od myśli. One nie są nami. Pojawiają się w naszej głowie i znikają, tak jak chmury na niebie. To bardzo relaksujące ćwiczenie można wykonać w kilka- kilkanaście minut z zamkniętymi oczami. Bardzo je polecam.

dreamstimefree_125058

Kolejną rzeczą którą warto zauważyć w związku z myślami jest fakt, że pod wpływem danej myśli, czy to pozytywnej, czy negatywnej, zmienia się nasze postrzeganie danej sytuacji lub osoby z którą rozmawiamy. Przykładowo wyobraźmy sobie sytuację w której ustępujemy miejsca osobie z dzieckiem w kolejce w sklepie, myśląc, że to taki miły gest i na pewno ten ktoś to doceni. Przepełnia nas dobry nastrój i duma. Następnie wyobraźmy sobie że ta osoba nie tylko nie dziękuje ale i przez kolejnych dziesięć minut wybiera papierosy przy kasie. Nasze odczucia zmienią się o 180 stopni, a myśli zaczną krążyć niebezpiecznie koło epitetów i wykroczeń. W tej sytuacji można zauważyć jak bardzo myśli i uczucia zmieniają nasze postrzeganie świata. Jak bardzo zmieniają nas. Przecież jeszcze przed chwilą byliśmy uprzejmymi ludźmi, szanowanymi obywatelami, a teraz mamy ochotę wygarnąć komuś, jaki z niego prostak. Jesteśmy źli i aroganccy, być może także dla innych ludzi. Gdybyśmy nie traktowali swoich myśli tak poważnie, moglibyśmy wyciągnąć nauczkę na przyszłość z tej sytuacji i spokojnie dokończyć zakupy. Nie traktując myśli poważnie, nie traktujemy też w ten sposób naszego stanu (np. wzburzenia, zdenerwowania). Ddatkowo, gdy już jesteśmy zdenerwowani generujemy nowe, negatywne myśli, którym już w ogóle nie można ufać, bo są przecież czystym wytworem naszej wzburzonej wyobraźni. Tutaj także przyda nam się krótkie ćwiczenie opisane powyżej. W końcu mamy czas, czekamy w kolejce dziesięć minut.

Reklamy

Dlaczego zachowujesz się jak dziecko?

girl-171207_1280

         

          Znacie ten moment kiedy jakiś czas po kłótni lub innym przykrym wydarzeniu myślicie sobie: “Ale ze mnie [tu wstawić odpowiednie]”, “po co ja to powiedziałam/em?”, “zachowałam/em się jak … “?

                  Ja tak. I nie lubię tego uczucia. Gdyby jednak tak dobrze się zastanowić to co powoduje że czasami zachowujemy się delikatnie mówiąc przekornie, nieodpowiednio, głupio, nie obrażając dzieci można by powiedzieć – “jak dziecko”? Skąd to się w ogóle w dorosłych ludziach bierze?

                         E. Brine w książce „W co graja ludzie“ twierdzi ze w różnych sytuacjach pojawiają się u nas różne stany ego, czyli różne zestawy zachowań powiązane z różnymi zestawami uczuć. Idąc dalej każdy z nas w dowolnym czasie może znajdować się w jednym z trzech stanów: rodzica, dorosłego lub dziecka.

                      Gdy wiec ktoś odniesie się do nas jak do dorosłego, np. zapyta: „czy wiesz gdzie mogę kupić dobrą farbę?“, odpowiadamy jak dorosły: „W centrum jest dobry sklep z dużym wyborem i przystępnymi cenami. Pokażę Ci go na mapie jeśli chcesz“. Na poziomie ego jest to rozmowa dorosłego z dorosłym i jak widać nie następuje tu żadna „kolizja“ w komunikacji. Tak samo byłoby podczas rozmowy z ego na poziomie dziecko-dziecko, rodzic-rodzic, rodzic-dziecko (i odwrotnie), rodzic-dorosły (i odwrotnie). Spójrz na poniższy rysunek, który rozjaśni Ci o czym pisze:

warsztatrozwoju102

a) – lewa górna strona, b) – prawa górna strona, c) – lewa dolna i d) – prawa dolna strona.

                      Jak widać na rysunku, strzałki symbolizujące bodziec i reakcję nie przecinają się. Nie następuje tu więc żadna kolizja. Każdy bodziec i reakcję z rys. b, c i d można odwrócić, otrzymując akcję odwrotną, np. na rys. d rodzic zwraca się do dziecka, a dziecko reaguje odpowiednio i zwraca się do rodzica. Odwrotną akcją będzie tu więc dziecko zwracające się do rodzica, któregy zareaguje zwracając się do dziecka. W tej sytuacji również nie zajdzie żadna kolizja.

                  Jeżeli spytam partnera: „Widziałeś mój telefon“ a On odpowie: „Trzeba było posprzątać swoje rzeczy, wtedy byś wiedziała.“ na poziomie ego nie jest to rozmowa dwójki dorosłych. Ja-dorosła kieruje swoje pytanie do partnera-dorosłego a on odpowiada jak rodzic do dziecka, które znowu było nieposłuszne i nie posprzątało swoich rzeczy. Kolej takiej rozmowy jest przewidywalna. Kłótnia gotowa. Taki rodzaj rozmowy (transakcji) najczęściej ze wszystkich powoduje konflikty w naszym życiu (np. w małżeństwie, pracy). Poniżej naszkicowałam schemat ilustrujący moją wspomnianą teoretyczną rozmowę z partnerem. Bodziec, czyli ja, zadaje pytanie. Reakcja to odpowiedź partnera.

warsztatrozwoju103

                       Wydaje się ze kluczem jest trzymanie się zasady, która symbolizuje pierwszy schemat stworzony na wzór schematu z w.w. książki, tj. komunikowanie się w taki sposób, aby linie łączące, symbolizujące akcje pomiędzy rozmówcami nie przecięły się. Nie znajdę więc telefonu dopóki ja nie dopasuje się do roli dziecka albo mój partner do roli dorosłego.

                     Znajomość tego schematu bardzo pomaga w zrozumieniu co dzieje się z nami pod wpływem różnych uczuć i bodźców. Sama świadomość, że ego właśnie zmieniło stan jest niesamowicie istotna. Powoduje, ze możemy tak pokierować rozmową, aby “obudzić” w sobie i partnerze/partnerce dorosłych i sprowadzić konwersację na właściwe tory.

                      Trzeba tutaj zaznaczyć, że rola dziecka nie jest zła, a wręcz przeciwnie. Często używa się jej np. w trakcie zabaw seksualnych. Jednak w sytuacji poważnej rozmowy zapewne nie chcielibyśmy wczuwać się w rolę dziecka lub rodzica tylko rozmawiać jak partner z partnerem tj. dorośli, rodzice itp.

                  Nie jest to żadnego rodzaju manipulacja, tylko świadomość i próba pracy nad sobą oraz związkiem. Sama chętnie więc dzielę się tą wiedzą z moim partnerem.

Odbicie prawdę Ci powie

IMG_9606

          Co w sobie lubisz? Mnie odpowiedź na to pytanie sprawia trudność. I to nie dlatego, że widzę w sobie tyle wspaniałych cech, że nie wiem na co się zdecydować. Wręcz przeciwnie. Jedną, dwie rzeczy wymienię, ale na tym kończy się moja kreatywność w tej dziedzinie. Chyba większość ludzi podziela tu moją twórczą niemoc. Ciężko nam powiedzieć co lubimy w sobie, nawet jeżeli bardzo się staramy. Co dziwne, nie sprawia nam jednak większych problemów ocenianie innych ludzi. Bardzo łatwo mogę stwierdzić za co kogoś podziwiam, co w nim lubię, a co mnie w nim denerwuje. Jeśli tak jest to może da się to wykorzystać na swoją korzyść? Nie po to żeby tego kogoś „obmówić” za jego plecami, tylko żeby poznać samą siebie.

          Zacznijmy od tego, że inni ludzie są tylko naszym odbiciem, w którym możemy się przeglądać. To stwierdzenie zrozumiałam do końca w jednej sekundzie, dzięki któremuś z artykułów na blogu gdybymdorosla.com. Teoria jest oczywiście prosta. Chodzi o to, że jeżeli coś denerwuje nas w innych ludziach, to znaczy, że tak na prawdę denerwuje to nas w nas samych. Ja na przykład często stawałam się nerwowa, gdy mój partner nie mógł się na coś zdecydować. Myślałam, że on jest wyjątkowo niezdecydowany. Podążając jednak za wskazówkami autorki w.w. bloga odwróciłam swoje stwierdzenie. Pomyślałam sobie: „to ja jestem niezdecydowana”. W tej metodzie powinniśmy znaleźć kilka przykładów na poprawność tego odwróconego stwierdzenia. I znalazłam znacznie więcej. Jestem bardzo niezdecydowana i od dawna mi to w sobie przeszkadzało. Zwyczajnie przenosiłam te odczucia z siebie na partnera. Jakie to było wielkie odkrycie! Kolejnym krokiem jest jeszcze jedno odwrócenie. Tym razem pomyślałam sobie: „mój partner nie jest niezdecydowany”. I znów znalazłam wiele przykładów świadczących na korzyść tego stwierdzenia. Być może więc zauważałam to co chciałam zauważać, dlatego, że podświadomie denerwowało mnie to w sobie.

   Pomyśl teraz, co Ciebie denerwuje w twoim partnerze/partnerce/koledze z pracy/przyjacielu (na przykład: „mój partner jest leniwy”)? Kiedy już będziesz wiedzieć, spróbuj odwrócić to spostrzeżenie („ja jestem leniwa”). Może Ci w tym pomóc mój powyższy przykład. Znajdź kilka sytuacji, które wydarzyły się w przeszłości i mogą potwierdzić to odwrócone stwierdzenie. Następnie odwróć je jeszcze raz („mój partner jest pracowity”) i znów spróbuj poprzeć to stwierdzenie kilkoma przykładami. Możesz zrobić to ćwiczenie w myślach. Możesz też zapisać je na kartce. Ja byłam zaskoczona wynikiem tego ćwiczenia, pomimo, że z drugiej strony rezultat wydał mi się to oczywisty (denerwuje mnie moje niezdecydowanie) i zdziwiłam się, że wcześniej tego nie zauważyłam.

IMG_9569

          Z drugiej strony, pomyślicie sobie, można zawsze poprawić sobie humor i pomyśleć o tym co się w kimś lubi i odwrócić to na siebie. To nie działa do końca w ten sposób. Jednak takie ćwiczenie też może zadziałać na naszą korzyść. Najczęściej widzimy w kimś cechy, które chcielibyśmy zobaczyć w sobie, ale z jakichś powodów je blokujemy (np. „chciałabym być taka otwarta i towarzyska, jak mój kolega z pracy”). Wszystko zależy od tego jakie cechy doceniamy w innych. Jeżeli podoba nam się, że ktoś mówi biegle trzema językami, to jasne, że powinniśmy nie zwlekać i zapisać się na kurs do szkoły językowej. Możemy też spróbować odwrócić sytuację, jak poprzednio (np. „ja jestem otwarta i towarzyska”) i znaleźć kilka argumentów potwierdzających nowe stwierdzenie. To doda nam pewności siebie. Jeżeli uwierzymy, że tacy jesteśmy, to  istnieją duże szanse, że tak się stanie, choćby na zasadzie samospełniającej się przepowiedni.

          Warto jednak czasami zastanowić się trochę dłużej, co nam samym się w nas podoba. Nie tylko po to, żeby podnieść się na duchu, ale także, żeby być bardziej samowystarczalnym. Nie możemy przecież oczekiwać od drugiej osoby, że będzie nas ciągle chwalić, doceniać i przypominać nam o naszych zaletach. Z resztą zazwyczaj w związku nie do końca tak to działa 🙂 Doceniając siebie samych, w jakiś sposób okazujemy sobie miłość. I tutaj właśnie objawia się ta samowystarczalność. Potrzebujemy takiej formy miłości, jak ciepłe słowo, docenienie. Nie zawsze jednak otrzymujemy jej wystarczająco dużo w stosunku do naszych potrzeb. Może nasz partner/partnerka okazuje nam miłość w inny sposób? Na przykład wyręczając nas w nielubianych obowiązkach (sprzątaniu, zmywaniu) lub dając podarunki albo jeszcze inaczej. Nie obciążając więc bardziej drugiej osoby, możemy dostać to czego potrzebujemy od samych siebie.

“Dlaczego ty nie – tak, ale”

        

emotions-371238_1280

 

 

Poprzedni post o grach “Pułapki gier” nakreśla ogólny obraz gier oraz powodów dla których ludzie biorą w nich udział.

          Dzisiaj chciałabym podać przykład gry w której sama brałam udział przez długi czas, a co zrozumiałam dopiero po przeczytaniu książki “W co graja ludzie” E. Brine’a i odniesieniu niektórych jej fragmentów do mojego życia. Mam nadzieję, że Was również zainspiruję do przemyśleń pod tym kątem. Może odkryjecie coś ciekawego?

          Gra nazwana została “Dlaczego ty nie – tak, ale”.

          Poniżej podaję przykład dialogu – gry, którego użyto w w.w. książce. Nie jest to nic skomplikowanego – zwykła rozmowa. White, Black, Blue, Red, Brown i Green symbolizują osoby biorące udział w dyskusji (grze).


„White: >>Mój mąż upiera się, żeby samemu dokonywać napraw domowych, ale nigdy nie robi niczego dobrze<<.

Black: >>Dlaczego nie pójdzie na kurs politechniczny?<<

White: >>Tak, ale on nie ma na to czasu<<.

Blue: >>Dlaczego nie kupisz mu kompletu dobrych narzędzi?<<

White: >>Tak, ale on nie wie, jak ich używać<<.

Red: >>Dlaczego napraw w waszym domu nie wykonuje fachowiec?<<.

White: >>Tak, ale to by zbyt dużo kosztowało<<.

Brown: >>Dlaczego nie zaakceptujesz po prostu jego roboty takiej, jaka jest?<<.

White: >>Tak, ale to wszystko ledwo się trzyma<<.

Po takiej wymianie zdań następuje zazwyczaj milczenie. Wreszcie ciszę przerywa pani Green mówiąc coś w rodzaju: >>Tacy to są nasi mężczyźni – zawsze starają się dowieść, jacy są sprawni<<.”


          Czy Wy też macie wrażenie że Pani White nie zgodzi się na żaden pomysł?

          Słusznie. W grze chodzi o to, że pani White mówi że ma pewien problem. Na to jej rozmówca/y próbują coś zaradzić lecz ona zawsze znajduje wymówke (powód) dla którego rozwiązanie nie będzie działało. White wygrywa gdy wszystkim pozostałym skończą się pomysły. Czasami, jeżeli pomysł jest naprawdę dobry i oryginalny White może go przyjąć.

          Nie o sam pomysł jednak jej chodzi lecz o odrzucanie kolejnych rozwiązań.

          Dzięki temu pozostali gracze po wymienieniu wszystkich rozwiązań zamilkną, co w jakiś sposób daje White przewagę, gdyż poniekąd pozostałym graczom brakuje kompetencji do rozwiązania jej problemu. Milczenie, które White „otrzymuje” jest ważnym elementem cechującym gry i nazywane jest wypłatą. White wygrała. Może się więc uspokoić – co jest jedną z korzyści jakie uzyskuje ona grając w tę grę. Korzyść ta pozwala White zachować wewnętrzną równowagę psychiczną.

          Gdzie tu ‘głaski’?

          Gracze maj wrażenie, że uczestniczą w “racjonalnej dyskusji”. Otrzymują uwagę a być może nawet aprobatę innych graczy w reakcji na swoje propozycje rozwiązania problemu, a więc głaski.

          Dlaczego tracimy grając w tę grę?

          Autor dowodzi, że ludzie grający w tę grę robią to, ponieważ zwyczajnie nie wiedzą co powiedzieć w towarzystwie i zawstydzają się gdy mają powiedzieć coś ważnego, znaczącego. Zadając więc pytanie i biernie odrzucając wszystkie propozycje, w teorii prowadzą „dorosły dialog” bez wysiłku ani szkody dla siebie.

          Jak nie grać?

          Co zrobić jeżeli znajdę się w takiej sytuacji? Autor proponuje antytezę, czyli coś w rodzaju “spasowania” kiedy zostajemy „zaproszeni” do gry.


“(…)Jeżeli otwarcie gry przybiera formę: >>Co zrobisz jeżeli…?<<

(…), dobrze jest powiedziec: >>To trudny problem, a co ty zamierzasz z tym zrobić?<<.

Jezeli ma formę: >> X nie spełnia moich oczekiwań<<,

odpowiedź powinna brzmieć: >>To bardzo źle<<(…)”.

 


          Sama nie raz uprawiałam tę grę, kiedy miałam jakiś problem z którym tak na prawdę wiedziałam co zrobić, albo wiedziałam z góry, że nikt nie znajdzie satysfakcjonującego mnie rozwiązania. Pomimo wszystko pytałam innych o zdanie, odrzucając propozycje rozwiązań. Nie wiem dlaczego, może zbytnio przejmowałam się tym co mówiłam w towarzystwie i co to towarzystwo o mnie pomyśli. Teraz staram się unikać tego typu zachowań, a nawet wydaje mi się to zabawne.

          Czy Wam też zdaża się grać w “ Dlaczego ty nie – tak, ale”? A może przypominacie sobie jakąś rozmowę w której braliście udział i brzmiała jak “ Dlaczego ty nie – tak, ale”?

          Zachęcam Was do podzielenia się swoimi doświadczeniami w komentarzu.

Za czym Ty tęsknisz?

PICT0395

 

          Czy jesteś dobra/y w tym co robisz? W czym chciałabyś być lepsza? Czy jest jakaś rzecz którą robiłeś jako dziecko lub chciałeś robić, ale z jakiegoś powodu nie mogłeś lub zwyczajnie przestałeś i zapomniałeś o tym?

Przypomnij sobie. Pomyśl chwilę.

          Ja jako dziecko robiłam wiele rzeczy, od rysowania, przez szycie i wyklejanie (bardzo lubiłam ciąć przeróżne rzeczy) po proste eksperymenty czy tak dziwaczne jak szukanie zwierząt w lesie, opisywanie ich śladów i zwyczajów w „dzienniku” i szukanie o nich informacji w encyklopediach. Dalej kocham zwierzęta i naturę. Moje odkrycia na ich temat inspirują mnie i zaskakują bez przerwy.

          Jednak pomimo wszystko ciągle wracałam do rysowania, które ostatnimi czasy przerodziło się w mniej lub bardziej udolne próby malowania. Kocham kolory, tekstury i to jakie połączenia tworzą zarówno w naturze jak i w rzeczach stworzonych przez człowieka. Dzięki nim wszystko ma w sobie jakiś ładunek, nastrój. Trzeba to tylko zauważyć. I tak, w każdej chwili spostrzegam to bogactwo połączeń. Kiedy stoję na przystnku i przyglądam się przechodniom, zauważam, że ich ubranie, fryzura, sylwetka stanowią pewien kolorowy kształt – oryginalną całość, która wiernie oddaje ich charakter. W muzeach, które uwielbiam, oglądam obraz oddający panującą atmosferę, ale przede wszystkim myśli, uczucia i nastrój artysty. Zastanawiam się jak się poruszał, w jakim był humorze, co chciał poprawić i nad czym myślał tworząc. Kiedy spaceruję w lesie czy wchodzę na wzgórze obserwuję piękno natury. Jak delikatnie i spójnie tworzy całość z drzew, kwiatów, kamieni, trawy, wody i zwierząt. I chcę to wszystko namalować. I wszystko zapamiętać. Robię zdjęcia, które nie oddają do końca mojego nastroju i piękna obiektu z nadzieją, że zapamiętam, ale zapominam.

          Zapominam głównie dlatego, że odkładam na później. Malowanie oczywiście. Bo muszę posprzątać, bo praca, po książka ciekawa, bo ładna pogoda i trzeba wyjść, bo nauka jazdy i wypad na lub za miasto. Wszyscy to znamy. Odkładamy rzeczy, które chcielibyśmy zrobić na jutro czy następny weekend. Mimo, że doskonale gdzieś tam w podświadomości wiemy, że tęsknimy za tym. To bardzo ważne. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Zadaj sobie to pytanie: „Za czym ja tęskię?” i nie bój się odpowiedzi. Najlepiej zapisz ją na kartce. Może to być jedna czy dwie pozycje, a może cała strona lub jeszcze więcej. Spróbuj w najbliższej przyszłości zrobić którąś z tych rzeczy bez planowania. Tak po prostu, bo będzie okazja.

warsztatRozwoju1008

          Ja bardzo tęskniłam za dotykiem kory drzewa. Nie wiem czemu, ale zawsze lubiłam uczucie tej chropowatej powierzchni na moich palcach. Przypomniałam sobie o tym ostatnio przed wyjazdem na kemping. Gdy tylko nadarzyła się okazja, usiadłam na leżącym pniu drzewa, zamknęłam oczy i dotknęłam kory. Siedziełam tak przez kilka minut i nasycałam się tym uczuciem przeplatanym ze wspomnieniami. Niesamowite jak bardzo takie rzeczy wewnętrznie uspokajają.

          Być może to za czym Ty tęsknisz wymaga zaplanowania. To nie powinien być problem. Zwykle, gdy mamy do zrobienia coś, co wymaga trochę bardziej skomplikowanej akcji, odkładamy to w nieskończoność. Nawet z pozoru prosta czynność, jak znalezienie jakiejś informacji, czy wykonanie telefonu może wydawać się skomplikowane, bo zwyczajnie trzeba się za to jakoś zabrać.

          Tak było właśnie z moim malowaniem. Niby coś tam popróbowałam, pomalowałam, ale zawsze chciałam przejść jakiś profesjonalny kurs, który pomógłby mi w nauce i usystematyzował ją. Żeby coś z tym zrobić musiałam najpierw podjąć decyzję, że poszukam jakiegoś kursu i się na niego zapiszę. Nie może, nie „jak coś mi wpadnie w oko” czy znajomy poleci, tylko już, tu i teraz. Wezmę sprawy w swoje ręce. Zamienie życzenie w rzeczywistość. I wiecie co? Jak często się zdarza w takich przypadkach, było to bardzo proste. Wystarczyło trochę poszperać w Internecie, napisać ze dwa maile, zadzwonić no i niestety zapłacić. Znalazłam więc odpowiadający mi weekendowy kurs na pobliskim uniwersytecie i zaczynam już niedługo, bo w październiku. Takie to było proste. Brzmi to jak banał, ale tak właśnie marzenia wychodzą ze swery wyobraźni i wkraczają w rzeczywistość. Teraz tylko pozostaje mi uczęszczać na zajęcia, ale włożone w to pieniądze podwójnie motywują. Oczywiście zamierzam zamieszczać relacje z kursu na blogu. Trzymajcie za mnie kciuki, a ja mam nadzieję, że Wy też zastanowicie się i odpowiecie na to magiczne pytanie, bo naprawdę jest warto.

          P.S. Załączone obrazki to zdjęcie z mojego pobytu na Teneryfie i mój obraz, w którym bardzo starałam się oddać swoje uczucia i wspomnienia. Jak patrzę na mój malunek to od razu wpadam w lepszy nastrój, więc chyba się udało, chociażby dla samej siebie.

Pułapki gier

                           IMG_9382               IMG_9375 


          Natchniona książką Ericka Berne’a “W co grają ludzie” zastanawiam się mocno nad swoimi oraz moich bliskich zachowaniami. Tam gdzie natura ludzka wydaje się zaskakująca, Erick Berne odkrywa przed nami jej karty. Pokazuje że w psychologii ludzkie zachowania przeważnie tworzą pewne interesujące schematy. Co więcej okazuje się że znajomość tych schematów może być często pomocna w rozwiązywaniu codziennych konfliktów oraz kierunkowaniu swojego rozwoju na różnych przestrzeniach (np. jako partnera w związku). W moim rozumieniu autor książki do takich schematów zalicza gry jakie większość ludzi prowadzi ze sobą na co dzień.

          Samo słowo gry w mojej ocenie brzmiałoby pozytywnie, gdyby książka nie opisywała takich gier jak przestępczość, schizofrenia czy alkoholizm. W tym innym świecie psychologii grami opisuje się pewne reguły w myśl których postępujemy bo np. tak zostaliśmy wychowani. Jeżeli ludzie znają się trochę lepiej to do tych reguł dodają więcej indywidualnych i przypadkowych zachowań. Jak wyjaśnia autor „takie sekwencje, które (…) oparte są na bardziej indywidualnym niż społecznym programowaniu, można nazwać grami.”

E. Berne wylicza w książce jakie zyski mogą otrzymać uczestnicy gier jeżeli biorą w nich udział, a także dlaczego zyski te są pozorne. Pozorne dlatego, że pomimo wygrania lub przegrania (tak! Teoretyczna przegrana w grze też może dać zysk) gier-bitew, gracze przegrywają prawdziwe życie oraz intymność.

          Jak można zyskać przegrywając – czyli dlaczego gramy?

          Wszystkie swoje zachowania podporządkowujemy pierwotnemu instynktowi dążącemu do utrzymywania kontaktu – gównie fizycznego – który utraciliśmy podczas dorastania. Materiał zgromadzony w książce dowodzi że aby normalnie funkcjonować człowiek potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi. Autor na początku wyjaśnia też, że każdemu człowiekowi zależy na ”głaskach” czyli w moim uproszczeniu na kontakcie z innymi ludźmi, uwadze ze strony innych. Głask symbolizuje tu kontakt fizyczny który wziął się stąd, że kiedy byliśmy małymi dziećmi nasz opiekun (np. matka) utrzymywał z nami ten kontakt poprzez przytulanie, głaskanie, itp.
          Wraz z rozwojem i postępowaniem procesu przystosowania się do środowiska w jakim funkcjonujemy nauczyliśmy się redukować ten kontakt fizyczny na rzecz innego rodzaju kontaktów, np podanie komuś ręki czy w końcu zamianę kilku słów. Takim głaskiem na co dzień dla nas dorosłych jest powiedzenie i usłyszenie “dzień dobry” od sąsiada czy kolegi z pracy. Jednak kłótnia pary tez jest kontaktem z drugim człowiekiem w związku z tym też może być użyta do zdobycia głasków. Ludzie nauczyli się też zdobywania głasków poprzez granie ze sobą w różne gry mogące przybierać postać np. zwykłej konwersacji. Grę możemy też nazwać serią transakcji (wymian ”głasków”) z dającym się przewidzieć rezultatem.

          Czemu więc gry są tak niepożądane?

          Jak już wspomniałam zysk z gry jest tylko pozorny i nie może ona zastąpić prawdziwej intymności. Istnieje też inna ciemna strona gier. Jest nią występowanie ukrytego motywu – “pułapki”. O tym napiszę dokładniej już innym razem. W następnym wpisie przytoczę pewien bardzo intrygujący przykład gry.

Mam nadzieję że zainteresowałam Cię na tyle, że wrócisz po więcej.E_Berne_W_Co_Graja_Ludzie