Wyzwanie dla mnie i dla Was

Przerabiając książkę „Droga artysty” Julii Cameron doszłam do tygodnia czwartego. Na końcu każdego rozdziału (i tygodnia) znajdują się ćwiczenia, których staram się nie pomijać. Otóż jedno z ćwiczeń z tygodnia czwartego dotyczy czytania, a ściślej mówiąc zakazu czytania przez cały najbliższy tydzień! Jako, że czytam sporo: w drodze do pracy, w przerwie na lunch, w drodze powrotnej z pracy i wieczorem, wydało mi się to dość sporym wyzwaniem.

 Zaczęłam dzisiaj rano i w autobusie dzielnie podziwiałam widoki w drodze do pracy. Było lepiej, niż myślałam. Jednak pierwsze schody nadarzyły się w pracy, gdy dostałam do przeczytania dokument. Pomyślałam, że już po mnie, nie uda się. Na szczęście okazało się, że sprawa nie jest pilna. Odłożyłam więc czytanie jej na następny tydzień i brnęłam dalej. Kolejne wyzwanie przyszło niespodziewanie w porze lunchu. Chciałam tylko szybko sprawdzić pisownię nazwiska pewnego artysty w Internecie i nim się obejrzałam, czytałam Wikipedię! Kiedy tylko się zorientowałam, co robię, zamknęłam stronę. Oczywiście nie zamierzam się poddawać z powodu początkowych trudności.

warsztatRozwoju0708

Muszę jednak powiedzieć, że nieczytanie wcale nie jest takie proste, jak się to wydaje. Oczywiście zakładając, że nie czytamy niczego. Jednak wydaje mi się, że czasami jesteśmy nieco przeciążeni wszystkimi opowieściemi, artykułami, mass-mediowymi newsami, poradami, instrukcjami, itp. Myślę, że to wspaniały pomysł, aby dać swojemu mózgowi chwilę odpoczynku. Dlatego właśnie wyzywam również Was do tygodnia bez czytania. Wiem, jak szalenie to brzmi i jak trudne jest w realizacji, ale skoro ja mogę spróbować, Wy tym bardziej! Zaszalejcie za mną i w tym tygodniu darujcie sobie Internet, powieści, wiersze, opowiadania, procedury, instrukcje i artykuły (po skończeniu tego). Tylko pomyślcie, jaką przyjemność czytanie będzie Wam sprawiało po tym tygodniu postu. A co najlepsze, czas w którym normalnie czytacie, możecie wypełnić innymi zajęciami, które lubicie, a na które już dawno nie mieliście czasu: spacerem, słychaniem muzyki, gorącą kąpielą, gotowaniem, medytacją, malowaniem, graniem na instrumentach i tym co tylko przyjdzie Wam do gowy. Powodzenia!

Reklamy

Kiedy upadnie nasza cywilizacja?

sunset-242713_1280

Co za pytanie, prawda? Być może zastanawialiście się już nad tym, a może jeszcze nie przyszło Wam to do głowy. Być może mi też by nie przyszło, gdybym nie przeczytała fragmentu książki „Cywilizacja pierwotna” Edwarda B. Tylor’a. Jest to dość stara lektura i ciężko się ją czyta. Dodatkowo nie miałam pewności, czy jest aktualna, gdyż ostatni przekład jaki znalazłam pochodzi z 1896. Książka zawiera jednak sporo prawd uniwersalnych i zagadnień filozoficznych dotyczących rozwoju cywilizacji ludzkiej.

Jak pisze Tylor w swojej książce:

„Ze stosownym ograniczeniem zasad obydwu teorii [teorie te dotyczą naszej cywilizacji: pierwsza mówi, żę cywilizacja upada z wysokiego poziomu na niski, a teraz znajdujemy się zapewnie gdzieś pomiędzy; teoria druga jest odwrotna i mówi, że cywilizacja postępuje „do przodu” czyli ze stopnia niższego do wyższego, przyp. autora], dadzą się one pogodzić z naszymi wiadomościami historycznymi, które nam pokazują, że stopień wyższej kultury został osiągnięty drogą postępu z niższego poziomu i że, z drugiej strony, to, co kultura zdobyła przez postęp, może stracić przez degradację.”

Dodatkowo książka uświadamia czytelnikowi, że niemal wszystkie wielkie cywilizacje rozwijające się w starożytności w końcu upadły. Wyjątki, takie jak Chiny czy Indie przetrwały. Fakty te dają do myślenia. Po pierwsze, oznacza to, że najprawdopodobniej szybciej lub później nasza cywilizacja zginie. Niestety, świadomość globalizacji oraz wielu konfliktów z nią związanych oraz przeludnienia i pogarszania się klimatu, skłania do refleksji i przywołuje obraz rychłej katastrofy, przynajmniej w mojej głowie. Po drugie, być może moglibyśmy nauczyć się czegoś od tych cywilizacji, które przetrwały? Tutaj widzę szanse na rozwiązanie tego problemu. Jednak według mnie istnieją naprawdę niewielkie szanse na przetrwanie naszej cywilizacji, ponieważ nasza kultura nam na to nie pozwoli. Jesteśmy tak opętani rządzą pieniądza, narzuconą nam właśnie przez kulturę, że nie zauważamy rozrastającego się problemu i nie będziemy chcieli go zauważyć dopóki nie będzie za późno.

Wiem co sobie myślicie: No tak, nawet się zgadzam, ale co mnie to obchodzi? To będzie za jakieś tysiąc lat. I tu skrywałam kolejną niespodziewaną bombę. Otóż poniższy wykres przedstawia wykres ludności ziemi (tak, tak, dane wzięłam z wikipedii):

warsztatrozwojuWyk1

Jak widać liczba ludności rośnie naprawdę szybko. Uzupełniłam więc wykres prostą wielomianową linią trendu. Efekt widoczny jest poniżej:

 

warsztatrozwojuWyk2

 

Jak widać około roku 2050, kiedy część z nas będzie w wieku przed- a część zaawansowanym liczba ludności kuli ziemskiej wzrośnie około trzykrotnie. Zdaję sobie sprawę, że są to moje skromne obliczenia w Excellu, ale już patrząc na zwiększającą się liczbę ludności w poprzednich latach, nasuwa się wniosek, że liczba ta może tylko rosnąć i nie będzie to wzrost liniowy, raczej potęgowy.

Łatwo domyślić się do czego dążę. Mówiąc prosto z mostu: gdzie Ci wszyscy ludzie będą mieszkali? I nawet ważniejsze: Co oni będą jedli? Wiele dużych cywilizacji wymierało właśnie z braku jedzenia. I nie był to powolny proces. Po prostu, nikt o tym nie myślał. Nagle robiło się za ciasno i przestawało wystarczać żywności. Roślinność znikała, zwierzęta wymierały i ludzie też. Co zrobi nasza cywilizacja, gdy znajdzie się u schyłku upadku? Zwłaszcza, że teraz już produkuje się na masową skalę żywność modyfikowaną genetycznie i wykorzystuje zasoby ziemskie do maksimum? (Powiązany reportaż: https://warsztatrozwoju.com/2014/09/26/smierc-w-amazonii-artur-domoslawski). A może to wszystko spowoduje powstanie nowych konfliktów zbrojnych na całym świecie?

Nie wspomniałam tu o niszczeniu klimatu i nadużywaniu zasobów ziemskich, jednak w związku z tym być może powstanie nowy artykuł. Mam nadzieję, że szczyt klimatyczny w Paryżu w przyszłym roku spełni swoją rolę w tej kwestii. Dla zainteresowanych podaję linka do ciekawego dokumentu opisującego zmiany klimatu, napisanego przez zainteresowanych tym zagadnieniem naukowców z całego świata:

http://www.nationalacademies.org/includes/G8+5energy-climate09.pdf

Pytanie z innej beczki, ale bardzo powiązane: skąd ci wszyscy ludzie wezmą te cenne pieniądze? Dodrukuje się? Pewnie tak, ale ile? Tyle żeby wciąż było za mało i ludzie musieli na nie ciężej harować? Banki i tak już wszystko nam pożyczyły. Teraz nasze dzieci i my będziemy ciężko pracować przez całe życie, żeby oddać je bankowi. Żeby oddać mu nic, bo pieniądze są przecież niczym. To temat na kolejne rozważania, ale dobrze wyjaśnia to przykład: Załóżmy, że jest bank, pan Heniek, Zdzisław, Pani Małgorzata i Helena. Żadne z nich nie ma pieniędzy. Bank ma 1000zł. To całe pieniądze. Heniek chce rozkręcić biznes i pożycza od banku 500zł, a zobowiązuje się spłacić 1000zł. Zdzisław zatrudnia się u Heńka i bierze kredyt z banku na samochód 100zł, przy czym musi spłacić 200zł. To samo robią Małgorzata i Helena. Teraz musimy pomyśleć. Skoro każdy coś pożyczył od banku, to razem jest do spłaty 1600zł. Tyle tylko, że wspomniane 600zł nie istnieje. Cała czwórka dała się więc złapać w pułapkę. I sytuacja będzie się powtarzać w kolejnych pokoleniach. Przypomina to bańkę, która rośnie, aż w końcu kiedyś musi pęknąć. Powiecie: zaraz, ale przecież ja mam pieniądze na koncie, mam za co żyć, pojechać na wakacje. Tak, ale czy te pieniądze są warte ośmiu godzin harówki dziennie, pięć razy w tygodniu, niemal do końca życia? Czym ty się różni od niewolnictwa? Czy te wszystkie rzeczy rzeczywiście tyle powinny kosztować? Ja bardzo w to wątpię. Na koniec polecam jeszcze jeden filmik:

Przyjżyj się swoim przeświadczeniom

DeathtoStock_NotStock10

Zastanawialiście się kiedyś jaka magiczna siła sprawia, że na pewne sprawy, z niezrozumiałych powodów, nie bacząc na sprzeciwiający się wszechświat, mamy pewien stały pogląd? I za nic go nie zmienimy, bo tak uważamy, takie mamy „zasady”, etc.

Na przykład, pewien mężczyzna uważa, że wszystkie kobiety są pijawkami i tylko czekają na to, aby pozbawić go zarówno energii do życia, jak i pieniędzy. Pozostaje więc singlem, a największą radość sprawi mu zrobienie każdej poznanej pani na szaro. Pewna kobieta sądzi, że posiadanie dziecka byłoby dla niej tylko ogromnym obciążeniem, z którym musiałaby sobie radzić sama i na które nigdy się nie zdecyduje oraz znajdzie milion przekonujących przykładów ze swojego życia na poparcie tej teorii.

Prawda jest taka, że każdy ma swoje teorie. Często teorie kobiet dotyczą mężczyzn i odwrotnie. Istotne jest jednak to, że tak naprawdę, pomimo iż znajdujemy przekonujące przykłady, potwierdzające te teorie w codzienności, równie często zdarzają się sytuacje, świadczące zupełnie przeciwnie. Co więc robimy w takiej sytuacji? Negujemy rzeczywistość, przekręcamy fakty, sabotażujemy swoje i innych wysiłki, umniejszamy znaczenie pewnych faktów, twierdząc, że to „wyjątek, który potwierdza regułę”. Robimy bardzo wiele, wkładamy ogrom wysiłku, aby nie wywołać dysonansu i nie poczuć się źle. Jeżeli jesteście ze sobą szczerzy przyznacie, że te i inne zachowania są Wam znane. Takie osobiste teorie nazwane zostały przeświadczeniami.

Przeświadczenia towarzyszą nam od bardzo wczesnego dzieciństwa. Prawda jest taka, że choć trudno w to uwierzyć, tworzymy je pomiędzy pierwszym a siódmym rokiem życia. Tworzymy je więc tak wcześnie, że nawet nie jesteśmy w stanie pojąć wagi i natury naszych przeświadczeń. A szkoda, bo między innymi to one sprawiają, że podejmujemy takie a nie inne życiowe wybory. Determinują naszą przyszłość, bez naszej świadomości. Podświadomie unikamy jakichś sytuacji lub wyciągamy błędne wnioski po to, aby żyć zgodnie ze swoimi przeświadczeniami. Jeżeli myślicie, że przeświadczenia pozwalają wyrokować jedynie co do naszej przyszłości, głęboko się mylicie. Patrząc na to jakie ktoś ma przeświadczenia (np. mam zawsze rację, kobiety są od siedzenia w domu), można wywnioskować, jak wyglądało jego dzieciństwo.

DeathtoStock_NotStock5

Życie w przeświadczeniach wyznacza więc naszą przeszłość, przyszłość, prawdopodobnie przyszłość naszych dzieci, rolę w społeczeństwie oraz to, w jakie gry gramy (Jeżeli nie czytałeś jeszcze o grach, zajrzyj na https://warsztatrozwoju.com/2014/08/01/pulapki-gier/). Na przyklad przeświadczenie, że wszystkie dzieci są biedne może pomagać nam w utwierdzeniu się w roli opiekuńczego rodzica. Dodatkowo grając w gry oraz otrzymując aprobatę („głaski”) od innych graczy, możemy jeszcze bardziej utwierdzić się w przekonaniu, że nasza postawa jest słuszna, co nie zawsze zgadza się z rzeczywistością.

Wygląda na to, że już sama świadomość schematów, którymi się kierujemy może nam przynieść korzyści. Warto wypisać sobie na kartce nasze przekonania, zasady, które uznajemy i zastanowić się przez chwilę, które z nich mogę być przeswiadczeniami. Być może łatwiej będzie nam zauważyć pojawienie się schematów, które mają za zadania je utrwalić w pewnych sytuacjach. Także świadomość, że bierzemy udział w grze (Zobacz przykład gry https://warsztatrozwoju.com/2014/08/11/dlaczego-ty-nie-tak-ale/), może dać nam do myślenia i pozwolić zauważyć czy jakieś przeświadnienie pomogło nam we wzięciu w niej udziału.

Jak język nas ogranicza?

DeathtoStock_Desk9

Dzisiejszy wpis rozpoczynam nietypowo, bo cytatami. Wszystkie pochodzą z książki „Rok 1984″ znanego zapewne nam wszystkim, G. Orwell’a. Fragmenty opisują mityczny język urzędowy wprowadzony jako obowiązkowy w opisanej przez autora antyutopii – Oceanii.

 

„Nowomowę skonstruowano nie po to, żeby zwiększyć, ale wręcz przeciwnie, żeby zawęzić zakres myślenia. Temu celowi pośrednio służyło również ograniczenie do minimum zasobu słów dostępnych użytkownikowi (…). Wyeliminowano wszelką dwuznaczność i odcienie znaczeniowe.”


„Nowomowa rzadko pozwalała rozwinąć heretycką myśl – człowiek najwyżej mógł sobie uświadomić, że stoi na progu herezji; na krok następny po prostu brakowało mu słów.”


„W porównaniu ze słownictwem używanym przez nas, zasób nowomowy był niezwykle mały , a ponadto wciąż wyszukiwano sposoby, żeby go jeszcze bardziej uszczuplić. Nowomowa tym właśnie różniła się od większości języków, iż jej słownictwo nie rosło, lecz kurczyło się z roku na rok. Każdą redukcję traktowano jako korzystną, gdyż im mniejszy wybór, tym mniejsza pokusa myślenia.”


„Tak jak ktoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o szachach, nie jest świadom ubocznych znaczeń słów królowa i wieża, tak człowiek od dziecka mówiący wyłącznie nowomową nie będzie wiedział, że słowo równy wiązało się niegdyś z pojęciem równości politycznej, a słowo wolny z pojęciem swobody intelektualnej. Wielu przestępstw i omyłek nie będzie mógł popełnić po prostu dlatego, że nie zdoła ująć ich w słowa i nawet sformuować w myślach.”

Cytaty te dają do myślenia. Nowomowa była widocznym narzędziem rządzących, pozwalającym kontrolować społeczeństwo.  Może się to wydawać do granic nierealne, ale zwróćmy uwagę na to, jak często język ogranicza nas samych. Pomimo, iż dostępna jest nam tak ogromna różnorodność słów, nie zawsze umiemy za ich pomocą oddać to, o czym myślimy wystarczająco dobrze. Zauważamy też, jak język nasuwa nam sposób oraz pewne schematy myślenia. Ciężko jest znaleźć tutaj realny przykład wzięty z życia, właśnie ze względu na wyżej opisaną własność języka. Jest to swoiste błądzenie, poniekąd skazane na porażkę. Nie istnieje bowiem sposób , aby „przerobić „język tak, aby mógł idealnie oddawać każdą naszą myśl, prawa żądzące wszechświatem, wszystkie stany przyrody, uczucia i sposób ich postrzegania przez ludzi.

book-shelf-349934_1280

W celu wytłumaczenia choć ogólnie, przytoczę niepełny przykład z książki Ronalda D. Siegela „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudniości.”. W naszym języku istnieją słowa ja, ty, my. Lecz czy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę, co się zawiera w pojęciu ja? czy istnienie tych słów ma rację bytu i czy są one poprawne? Większość pewne odpowie, że tak. Pomyślmy jednak. Wyobraź sobie, że masz ochotę na jabłko. Zanim zaczniesz je jeść jest jabłko i jesteś Ty. Pomyśl czy czujesz, że to jabłko jest częścią Ciebie, czy może nie jest z Tobą połączone w żaden sposób? Teraz wyobraź sobie, że zjadłeś jabłko. Zostało ono strawione i potrzebne mikroelementy i witaminy zostały wykorzystane przez Twoje ciało do różnych procesów, m.in. do budowy nowych komórek, z których przecież cały się składasz. Czy teraz postrzegasz jabłko jako część Ciebie, czy może jako coś zupełnie oddzielnego?  Jak widzisz granica występuje w jednej chwili po to, aby za moment się lekko zatrzeć, a może nawet zupełnie zniknąć. Tak jest ze wszystkim. Możemy zauważyć, że tak jak kolonia mrówek, nigdy nie będziemy samowystarczalni i razem z całym ekosystemem, kontynentem, wszechświatem stanowimy nierozerwalną jedność. Jak się ma do tego słowo ja? Czy nie bardziej odpowiednie wydaje się teraz słowo my? A może żadne z nich nie opisuje tych zależności wystarczająco jasno?

Można więc łatwo się pogubić, myśląc nad znaczeniami słów, jak i poprawnością struktur i tym, jak sztywny jest język i jak mało opcji daje nam do wyboru. Język jest bowiem bazą dla naszych myśli. Przecież większość, jeżeli nie wszystkie, myśli w naszej głowie pojawiają się w postaci słów, zwrotów lub zdań. Aby je sformuować wykorzystujemy znaną nam mowę. Być może więc idee oraz mentalność ludzi pochodzących z bardzo oddalonych miejsc różnią się poniekąd z tego powodu –  ponieważ język narzuca im pewne reguły. Może gdybyśmy byli wolni od języka, moglibyśmy bardziej skupiać się na podziwianiu danej chwili i naszych uczuciach, zamiast je blokować lub analizować.

cf892ecb7c7bcccf5142a24a098f053c

W moim mniemaniu możemy choć częściowo uwolnić się od tego schematu, rozwijając naszą zdolność komunikacji innymi sposobami. Sztuka daje nam wiele takich sposobów komunikowania się z otoczeniem, bez potrzeby użycia słów. Malarstwo, komponowanie, rysunek, śpiew, gra, rzeźbiarstwo opowiadają o rzeczach, których nie trzeba, a czasem nie można zapisać słowami, a jednak wszyscy potrafimy odczytać natężenie i rodzaj emocji, mnogość myśli ukrytych w takim przekazie. Jedni nie rozumieją i nie czują malarstwa, inni muzyki, ale każdy z nas jest na swój sposób artystą i odczuwa znany sobie rodzaj przekazu. Jeżeli nie wiecie do końca jaki rodzaj sztuki do Was przemawia najlepiej, warto wybrać się do galerii, na koncert, lekcję garncarstwa lub choćby na spacer, aby zauważyć co Was najbardziej zachwyca: widok zielonych drzew, melodyjny śpiew ptoków, szum wody, czy może woń dzikich kwiatów. Każda okazja jest idealna do praktykowania umiejętności postrzegania świata w niewerbalny sposób!

Jak ćwiczyć kreatywność?

DeathtoStock_Desk4

Pierwsze pytanie, które już słyszę jak zadajecie mi w myślach to “A po co w ogóle mam ćwiczyć kreatywność?” Kolejne będzie pewnie brzmiało, jak coś w stylu: „ A w ogóle: ćwiczyć kreatywność?!” Brzmi to trochę dziwnie i choć nie jest oksymoronem, wzbudza podobne emocje. Jednak istnieje wiele książek i artykułów pomagających nam ćwiczyć kreatywność.

Kreatywność jest umiejętnością wychodzenia poza ustalone granice, tworzenia nowych idei. Jest niezbędna do rozwiązywania nowych, nieznanych problemów. To jasne więc, że przydaje się na co dzień. Z tego samego powodu może być niezwykle przydatna w pracy, być może pomagając nam rozwiązywać skomplikowane zagadnienia, a w konsekwencji nawet zdobyć awans, co przekłada się na wyższe zarobki. Podobnie sprawy się mają z osobami, które posiadają lub planują posiadać własny biznes – na tym polu kreatywność to podstawa. Nie piszę już o takich sprawach jak zajmowanie się sztuką, gotowanie, dekorowanie czy podrywanie dziewczyny (panowie wiedzą sporo o tym rodzaju kreatywności, więc może podzielą się w komentarzach swoimi doświadczeniami?).

Często nasza kreatywność zostaje zablokowana z różnych powodów. Może to być strach przed wyśmianiem, odrzuceniem lub też zupełnie przeciwnie – bezpieczeństwo i brak konieczności dodatkowego wysiłku, które dają nam znane, utarte schematy. Utarte schematy są również dobre. W przypadku rodziców opiekujących się dziećmi, pozwalają wykonywać wiele czynności automatycznie, oszczędzając w ten sposób czas i energię. Jednak to kreatywność napędza rozwój. Dzięki niej nasza cywilizacja jest dzisiaj na tak zaawansowanym stopniu ewolucji.

DeathtoStock_NotStock2

Z powodów powyższych oraz wielu innych warto więc ćwiczyć swoją kreatywność. Jak już wspomniałam istnieje wiele źródeł pomocnych w tych ćwiczeniach. Ja wybrałam kilka takich, które przemówiły do mnie najbardziej. Zaczynamy:

  1. Moim zdaniem najlepsze ćwiczenie, pochodzące z książki „Droga artysty” Julii Cameron to poranne strony. Polega ono na zapisywaniu codziennie rano trzech stron papieru wszystkim, co przyjdzie nam do głowy. Warunek jest jeden – trzeba pisać codziennie. Autorka poleca stosować tę metodę przez dwanaście tygodni, bo na tyle czasu opracowany został jej kurs. Jednak nawet pisanie przez tydzień może przynieść tak dobre skutki, że nie będziemy chcieli rezygnować. Można pisać dosłownie o wszystkim, a jeżeli nie mamy pomysłu, pisać o tym tak długo, aż zapełnimy puste strony.
  1. Ćwiczenia typu: wybierz przedmiot i wymień dla niego jak najwięcej innych zastosowań, niż podstawowe (np. parasol, widelec, szklanka, krzesło, itp.).
  1. Ćwiczenia typu: napisz opowiadanie zawierające zadaną listę wyrazów (np. gałąź, koparka, jabłko, czerwona, niebezpieczne, zrzucił, latanie, etc.)
  1. To może się wydawać dosyć oczywiste, ale gdy starasz się rozwiązać jakiś problem. Przystopuj na chwilę swoje myśli. Spróbuj nie podążać za znanymi schematami i postaraj się wymyślić nowe rozwiązanie, a najlepiej kilka. Nie odrzucaj żadnego z nich od razu . Wszystkie je możesz zapisać na kartce i wrócić do nich później.
  1. Proste, ale jakże przyjemne ćwiczenie na co dzień: ugotuj nowe danie, najlepiej takie, którego nie ma w książce kucharskiej. Wymyślaj nowe smaki i kombinacje – połączysz przyjemne z pożytecznym!
  1. W ogóle pisanie jest świetnym pomysłem na ćwiczenie kreatywności. Możesz prowadzić coś na kształt pamiętnika, bloga, osobistych zapisków, ważnych notatek, spisu myśli lub uczuć – czegokolwiek.

Znacie jakieś dobre ćwiczenia na kreatywność?

Darmowe kursy renomowanych uczelni na wyciągnięcie ręki!

8597609828_860fcfb6ff_h

 

Hej! Dzisiaj mam dla Was miłą niespodziankę. Marzyliście kiedyś o studiowaniu na Harvardzie? Czy wiedzieliście, że Wy też możecie studiować online na renomowanych uczelniach kompletnie za darmo? Wystarczy zapisać się na wybrane kursy na stronach:

Dwie kolejne pozycje zapożyczyłam z bloga Tomasza Bobryka:

Link do pełnego artykułu http://tomaszbobryk.wordpress.com/2014/08/28/w-poszukiwaniu-wiedzy/

medieval-276019_1280

 

Strony oraz kursy dostępne są w większości w języku angielskim. Jeżeli z tego powodu nie czujecie się na siłach, żeby zapisać się na wymarzony kurs, nic straconego. Możecie nauczyć się języka angielskiego a także innych za darmo na:

Znacie jakieś inne interesujące strony?

Medytacja w 20 minut

Medytacja jest ostatnio popularnym tematem. Zwiększone zainteresowanie zawdzięcza ona coraz bardziej świadomemu podejściu ludzi do życia i swojej psychiki, zwracania uwagi na swoje wewnętrzne odczucia i odkrywaniu jaki skutek mają one na nasze zachowanie i życie. Coraz więcej ludzi interesuje się również slow life czyli, mówiąc ogólnie, uważnym życiem.

IMG_9663

Slow life nie znaczy jednak, że mamy wszystko robić powoli, to raczej stan umysłu, kiedy jesteśmy świadomi i uważni podczas każdej wykonywanej czynności i myśli z nią związanych: chodzenia, jedzenia, odczuwania, rozmawiania, etc. Dzięki temu możemy bardziej cieszy się życiem i przeżywać je świadomie. Pomyśl jak często jedząc lub rozmawiając z kimś Twoja głowa planuje w tym samym czasie co masz dzisiaj jeszcze do zrobienia. Gdybyś dobrze skupił się na jedzeniu, zobaczyłbyś kolory, poczułbyś smaki, strukturę, temperaturę jedzenia. To wszystko, co zwykle Ci umyka. Szczerze doceniłbyś czas i pracę osoby, która włożyła ją w przygotowywanie posiłku. Podczas rozmowy, mógłbyś wreszcie zacząć słuchać o czym mówi druga osoba i cieszyć się razem z nią, współczuć lub zwyczajnie wysłuchać i zrozumieć. Pomyśl jak bardzo ta osoba byłaby Ci wdzięczna i jak to by wpłynęło na Wasze więzi. W ten sposób zaczynamy doceniać codzienne doświadczenia i to co przynosi nam życie. Zauważamy dostępną różnorodność smaków, kolorów, upodobań, zachowań, kształtów, emocji. Czerpiemy z życia co tylko się da ze świadomością, że nie będziemy mogli robić tego wiecznie.

Medytacja bardzo pomaga w ćwiczeniu umiejętności skupienia, która w dobie dzisiejszego zalewu informacji u wielu osób zdecydowanie szwankuje. Umiejętność skupienia się na jednej rzeczy pozwala nam cieszyć się doświadczeniem oraz wykonać daną czynność lepiej i szybciej dzięki temu, że nasz umysł nie jest zajęty rozwiązywaniem setki innych problemów.

8f4028e0d9f0d402a7d860bcbb1ecafa

Pisząc to wszystko mam jednak świadomość, że większość z nas pracuje i wykonuje dziesiątki różnych innych obowiązków w ciągu tygodnia. Nie mamy więc czasu, aby wykonywać wielogodzinne medytacje a prawdopodobnie nawet godzinne. Większość z nas może sobie pozwolić na jakieś dwadzieścia minut kilka razy w tygodniu, może trochę dłużej w weekend. Dodatkowo taki krótki czas „nicnierobienia” może nam się na początku wydawać aż nadto długi. Z tego powodu podaję przepis na dwudziestominutową medytację, którą z łatwością możecie przekształcić w piętnasto- lub czterdziestopięciominutową sesję. Wszystko zależy od Waszych chęci i dostępnego czasu. Do wykonania medytacji przydatny będzie nastawiony stoper.


Usiądź wyprostowany na krześle lub poduszce albo połóż się na łóżku. Zamknij oczy. Wsłuchaj się we wszystkie odgłosy, jakie docierają do Twoich uszu z zewnątrz. Poczuj czy powietrze na twarzy, rękach i innych odsłoniętych częściach ciała jest chłodne czy ciepłe. Zacznij śledzić swój oddech. Pomyśl o tym jak wdychasz zimne, czyste powietrze przez nos i wydychasz na zewnątrz ogrzane powietrze. Tlen dostarczany przy wdechu odżywia Twoje ciało. Dzięki niemu w komórkach zachodzą różne procesy. Pomyśl o jego dobroczynnym działaniu przy wdechu i o tym jak pozbywasz się dwutlenku węgla przy wydechu, oczyszczając Twoje ciało. Wyobraź sobie jak przy wdechu Twoje płuca się powiększają a później zmniejszają się podczas wydechu, aż do momentu kiedy nie ma już w nich powietrza.
Jeżeli masz z tym problem, spróbuj skupić się na wznoszącym się i opadającym brzuchu. Jeżeli zauważysz, że zaczynasz myśleć o różnych rzeczach, spróbuj zwrócić swoją uwagę z powrotem na oddech. Nie oceniaj się, jeżeli ciężko Ci jest skupić uwagę na oddechu przez dłuższy czas. Po jakimś czasie praktykowania powinno być nieco łatwiej. Kontynuuj skupianie się na oddechu.


Napisz proszę w komentarzu jakie są Twoje obserwacje? Czy było to przyjemne doświadczenie? Jakie myśli krążyły w Twojej głowie podczas medytacji?