Wyzwanie dla mnie i dla Was

Przerabiając książkę „Droga artysty” Julii Cameron doszłam do tygodnia czwartego. Na końcu każdego rozdziału (i tygodnia) znajdują się ćwiczenia, których staram się nie pomijać. Otóż jedno z ćwiczeń z tygodnia czwartego dotyczy czytania, a ściślej mówiąc zakazu czytania przez cały najbliższy tydzień! Jako, że czytam sporo: w drodze do pracy, w przerwie na lunch, w drodze powrotnej z pracy i wieczorem, wydało mi się to dość sporym wyzwaniem.

 Zaczęłam dzisiaj rano i w autobusie dzielnie podziwiałam widoki w drodze do pracy. Było lepiej, niż myślałam. Jednak pierwsze schody nadarzyły się w pracy, gdy dostałam do przeczytania dokument. Pomyślałam, że już po mnie, nie uda się. Na szczęście okazało się, że sprawa nie jest pilna. Odłożyłam więc czytanie jej na następny tydzień i brnęłam dalej. Kolejne wyzwanie przyszło niespodziewanie w porze lunchu. Chciałam tylko szybko sprawdzić pisownię nazwiska pewnego artysty w Internecie i nim się obejrzałam, czytałam Wikipedię! Kiedy tylko się zorientowałam, co robię, zamknęłam stronę. Oczywiście nie zamierzam się poddawać z powodu początkowych trudności.

warsztatRozwoju0708

Muszę jednak powiedzieć, że nieczytanie wcale nie jest takie proste, jak się to wydaje. Oczywiście zakładając, że nie czytamy niczego. Jednak wydaje mi się, że czasami jesteśmy nieco przeciążeni wszystkimi opowieściemi, artykułami, mass-mediowymi newsami, poradami, instrukcjami, itp. Myślę, że to wspaniały pomysł, aby dać swojemu mózgowi chwilę odpoczynku. Dlatego właśnie wyzywam również Was do tygodnia bez czytania. Wiem, jak szalenie to brzmi i jak trudne jest w realizacji, ale skoro ja mogę spróbować, Wy tym bardziej! Zaszalejcie za mną i w tym tygodniu darujcie sobie Internet, powieści, wiersze, opowiadania, procedury, instrukcje i artykuły (po skończeniu tego). Tylko pomyślcie, jaką przyjemność czytanie będzie Wam sprawiało po tym tygodniu postu. A co najlepsze, czas w którym normalnie czytacie, możecie wypełnić innymi zajęciami, które lubicie, a na które już dawno nie mieliście czasu: spacerem, słychaniem muzyki, gorącą kąpielą, gotowaniem, medytacją, malowaniem, graniem na instrumentach i tym co tylko przyjdzie Wam do gowy. Powodzenia!

Reklamy

Kiedy upadnie nasza cywilizacja?

sunset-242713_1280

Co za pytanie, prawda? Być może zastanawialiście się już nad tym, a może jeszcze nie przyszło Wam to do głowy. Być może mi też by nie przyszło, gdybym nie przeczytała fragmentu książki „Cywilizacja pierwotna” Edwarda B. Tylor’a. Jest to dość stara lektura i ciężko się ją czyta. Dodatkowo nie miałam pewności, czy jest aktualna, gdyż ostatni przekład jaki znalazłam pochodzi z 1896. Książka zawiera jednak sporo prawd uniwersalnych i zagadnień filozoficznych dotyczących rozwoju cywilizacji ludzkiej.

Jak pisze Tylor w swojej książce:

„Ze stosownym ograniczeniem zasad obydwu teorii [teorie te dotyczą naszej cywilizacji: pierwsza mówi, żę cywilizacja upada z wysokiego poziomu na niski, a teraz znajdujemy się zapewnie gdzieś pomiędzy; teoria druga jest odwrotna i mówi, że cywilizacja postępuje „do przodu” czyli ze stopnia niższego do wyższego, przyp. autora], dadzą się one pogodzić z naszymi wiadomościami historycznymi, które nam pokazują, że stopień wyższej kultury został osiągnięty drogą postępu z niższego poziomu i że, z drugiej strony, to, co kultura zdobyła przez postęp, może stracić przez degradację.”

Dodatkowo książka uświadamia czytelnikowi, że niemal wszystkie wielkie cywilizacje rozwijające się w starożytności w końcu upadły. Wyjątki, takie jak Chiny czy Indie przetrwały. Fakty te dają do myślenia. Po pierwsze, oznacza to, że najprawdopodobniej szybciej lub później nasza cywilizacja zginie. Niestety, świadomość globalizacji oraz wielu konfliktów z nią związanych oraz przeludnienia i pogarszania się klimatu, skłania do refleksji i przywołuje obraz rychłej katastrofy, przynajmniej w mojej głowie. Po drugie, być może moglibyśmy nauczyć się czegoś od tych cywilizacji, które przetrwały? Tutaj widzę szanse na rozwiązanie tego problemu. Jednak według mnie istnieją naprawdę niewielkie szanse na przetrwanie naszej cywilizacji, ponieważ nasza kultura nam na to nie pozwoli. Jesteśmy tak opętani rządzą pieniądza, narzuconą nam właśnie przez kulturę, że nie zauważamy rozrastającego się problemu i nie będziemy chcieli go zauważyć dopóki nie będzie za późno.

Wiem co sobie myślicie: No tak, nawet się zgadzam, ale co mnie to obchodzi? To będzie za jakieś tysiąc lat. I tu skrywałam kolejną niespodziewaną bombę. Otóż poniższy wykres przedstawia wykres ludności ziemi (tak, tak, dane wzięłam z wikipedii):

warsztatrozwojuWyk1

Jak widać liczba ludności rośnie naprawdę szybko. Uzupełniłam więc wykres prostą wielomianową linią trendu. Efekt widoczny jest poniżej:

 

warsztatrozwojuWyk2

 

Jak widać około roku 2050, kiedy część z nas będzie w wieku przed- a część zaawansowanym liczba ludności kuli ziemskiej wzrośnie około trzykrotnie. Zdaję sobie sprawę, że są to moje skromne obliczenia w Excellu, ale już patrząc na zwiększającą się liczbę ludności w poprzednich latach, nasuwa się wniosek, że liczba ta może tylko rosnąć i nie będzie to wzrost liniowy, raczej potęgowy.

Łatwo domyślić się do czego dążę. Mówiąc prosto z mostu: gdzie Ci wszyscy ludzie będą mieszkali? I nawet ważniejsze: Co oni będą jedli? Wiele dużych cywilizacji wymierało właśnie z braku jedzenia. I nie był to powolny proces. Po prostu, nikt o tym nie myślał. Nagle robiło się za ciasno i przestawało wystarczać żywności. Roślinność znikała, zwierzęta wymierały i ludzie też. Co zrobi nasza cywilizacja, gdy znajdzie się u schyłku upadku? Zwłaszcza, że teraz już produkuje się na masową skalę żywność modyfikowaną genetycznie i wykorzystuje zasoby ziemskie do maksimum? (Powiązany reportaż: https://warsztatrozwoju.com/2014/09/26/smierc-w-amazonii-artur-domoslawski). A może to wszystko spowoduje powstanie nowych konfliktów zbrojnych na całym świecie?

Nie wspomniałam tu o niszczeniu klimatu i nadużywaniu zasobów ziemskich, jednak w związku z tym być może powstanie nowy artykuł. Mam nadzieję, że szczyt klimatyczny w Paryżu w przyszłym roku spełni swoją rolę w tej kwestii. Dla zainteresowanych podaję linka do ciekawego dokumentu opisującego zmiany klimatu, napisanego przez zainteresowanych tym zagadnieniem naukowców z całego świata:

http://www.nationalacademies.org/includes/G8+5energy-climate09.pdf

Pytanie z innej beczki, ale bardzo powiązane: skąd ci wszyscy ludzie wezmą te cenne pieniądze? Dodrukuje się? Pewnie tak, ale ile? Tyle żeby wciąż było za mało i ludzie musieli na nie ciężej harować? Banki i tak już wszystko nam pożyczyły. Teraz nasze dzieci i my będziemy ciężko pracować przez całe życie, żeby oddać je bankowi. Żeby oddać mu nic, bo pieniądze są przecież niczym. To temat na kolejne rozważania, ale dobrze wyjaśnia to przykład: Załóżmy, że jest bank, pan Heniek, Zdzisław, Pani Małgorzata i Helena. Żadne z nich nie ma pieniędzy. Bank ma 1000zł. To całe pieniądze. Heniek chce rozkręcić biznes i pożycza od banku 500zł, a zobowiązuje się spłacić 1000zł. Zdzisław zatrudnia się u Heńka i bierze kredyt z banku na samochód 100zł, przy czym musi spłacić 200zł. To samo robią Małgorzata i Helena. Teraz musimy pomyśleć. Skoro każdy coś pożyczył od banku, to razem jest do spłaty 1600zł. Tyle tylko, że wspomniane 600zł nie istnieje. Cała czwórka dała się więc złapać w pułapkę. I sytuacja będzie się powtarzać w kolejnych pokoleniach. Przypomina to bańkę, która rośnie, aż w końcu kiedyś musi pęknąć. Powiecie: zaraz, ale przecież ja mam pieniądze na koncie, mam za co żyć, pojechać na wakacje. Tak, ale czy te pieniądze są warte ośmiu godzin harówki dziennie, pięć razy w tygodniu, niemal do końca życia? Czym ty się różni od niewolnictwa? Czy te wszystkie rzeczy rzeczywiście tyle powinny kosztować? Ja bardzo w to wątpię. Na koniec polecam jeszcze jeden filmik:

Przyjżyj się swoim przeświadczeniom

DeathtoStock_NotStock10

Zastanawialiście się kiedyś jaka magiczna siła sprawia, że na pewne sprawy, z niezrozumiałych powodów, nie bacząc na sprzeciwiający się wszechświat, mamy pewien stały pogląd? I za nic go nie zmienimy, bo tak uważamy, takie mamy „zasady”, etc.

Na przykład, pewien mężczyzna uważa, że wszystkie kobiety są pijawkami i tylko czekają na to, aby pozbawić go zarówno energii do życia, jak i pieniędzy. Pozostaje więc singlem, a największą radość sprawi mu zrobienie każdej poznanej pani na szaro. Pewna kobieta sądzi, że posiadanie dziecka byłoby dla niej tylko ogromnym obciążeniem, z którym musiałaby sobie radzić sama i na które nigdy się nie zdecyduje oraz znajdzie milion przekonujących przykładów ze swojego życia na poparcie tej teorii.

Prawda jest taka, że każdy ma swoje teorie. Często teorie kobiet dotyczą mężczyzn i odwrotnie. Istotne jest jednak to, że tak naprawdę, pomimo iż znajdujemy przekonujące przykłady, potwierdzające te teorie w codzienności, równie często zdarzają się sytuacje, świadczące zupełnie przeciwnie. Co więc robimy w takiej sytuacji? Negujemy rzeczywistość, przekręcamy fakty, sabotażujemy swoje i innych wysiłki, umniejszamy znaczenie pewnych faktów, twierdząc, że to „wyjątek, który potwierdza regułę”. Robimy bardzo wiele, wkładamy ogrom wysiłku, aby nie wywołać dysonansu i nie poczuć się źle. Jeżeli jesteście ze sobą szczerzy przyznacie, że te i inne zachowania są Wam znane. Takie osobiste teorie nazwane zostały przeświadczeniami.

Przeświadczenia towarzyszą nam od bardzo wczesnego dzieciństwa. Prawda jest taka, że choć trudno w to uwierzyć, tworzymy je pomiędzy pierwszym a siódmym rokiem życia. Tworzymy je więc tak wcześnie, że nawet nie jesteśmy w stanie pojąć wagi i natury naszych przeświadczeń. A szkoda, bo między innymi to one sprawiają, że podejmujemy takie a nie inne życiowe wybory. Determinują naszą przyszłość, bez naszej świadomości. Podświadomie unikamy jakichś sytuacji lub wyciągamy błędne wnioski po to, aby żyć zgodnie ze swoimi przeświadczeniami. Jeżeli myślicie, że przeświadczenia pozwalają wyrokować jedynie co do naszej przyszłości, głęboko się mylicie. Patrząc na to jakie ktoś ma przeświadczenia (np. mam zawsze rację, kobiety są od siedzenia w domu), można wywnioskować, jak wyglądało jego dzieciństwo.

DeathtoStock_NotStock5

Życie w przeświadczeniach wyznacza więc naszą przeszłość, przyszłość, prawdopodobnie przyszłość naszych dzieci, rolę w społeczeństwie oraz to, w jakie gry gramy (Jeżeli nie czytałeś jeszcze o grach, zajrzyj na https://warsztatrozwoju.com/2014/08/01/pulapki-gier/). Na przyklad przeświadczenie, że wszystkie dzieci są biedne może pomagać nam w utwierdzeniu się w roli opiekuńczego rodzica. Dodatkowo grając w gry oraz otrzymując aprobatę („głaski”) od innych graczy, możemy jeszcze bardziej utwierdzić się w przekonaniu, że nasza postawa jest słuszna, co nie zawsze zgadza się z rzeczywistością.

Wygląda na to, że już sama świadomość schematów, którymi się kierujemy może nam przynieść korzyści. Warto wypisać sobie na kartce nasze przekonania, zasady, które uznajemy i zastanowić się przez chwilę, które z nich mogę być przeswiadczeniami. Być może łatwiej będzie nam zauważyć pojawienie się schematów, które mają za zadania je utrwalić w pewnych sytuacjach. Także świadomość, że bierzemy udział w grze (Zobacz przykład gry https://warsztatrozwoju.com/2014/08/11/dlaczego-ty-nie-tak-ale/), może dać nam do myślenia i pozwolić zauważyć czy jakieś przeświadnienie pomogło nam we wzięciu w niej udziału.

Jak język nas ogranicza?

DeathtoStock_Desk9

Dzisiejszy wpis rozpoczynam nietypowo, bo cytatami. Wszystkie pochodzą z książki „Rok 1984″ znanego zapewne nam wszystkim, G. Orwell’a. Fragmenty opisują mityczny język urzędowy wprowadzony jako obowiązkowy w opisanej przez autora antyutopii – Oceanii.

 

„Nowomowę skonstruowano nie po to, żeby zwiększyć, ale wręcz przeciwnie, żeby zawęzić zakres myślenia. Temu celowi pośrednio służyło również ograniczenie do minimum zasobu słów dostępnych użytkownikowi (…). Wyeliminowano wszelką dwuznaczność i odcienie znaczeniowe.”


„Nowomowa rzadko pozwalała rozwinąć heretycką myśl – człowiek najwyżej mógł sobie uświadomić, że stoi na progu herezji; na krok następny po prostu brakowało mu słów.”


„W porównaniu ze słownictwem używanym przez nas, zasób nowomowy był niezwykle mały , a ponadto wciąż wyszukiwano sposoby, żeby go jeszcze bardziej uszczuplić. Nowomowa tym właśnie różniła się od większości języków, iż jej słownictwo nie rosło, lecz kurczyło się z roku na rok. Każdą redukcję traktowano jako korzystną, gdyż im mniejszy wybór, tym mniejsza pokusa myślenia.”


„Tak jak ktoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o szachach, nie jest świadom ubocznych znaczeń słów królowa i wieża, tak człowiek od dziecka mówiący wyłącznie nowomową nie będzie wiedział, że słowo równy wiązało się niegdyś z pojęciem równości politycznej, a słowo wolny z pojęciem swobody intelektualnej. Wielu przestępstw i omyłek nie będzie mógł popełnić po prostu dlatego, że nie zdoła ująć ich w słowa i nawet sformuować w myślach.”

Cytaty te dają do myślenia. Nowomowa była widocznym narzędziem rządzących, pozwalającym kontrolować społeczeństwo.  Może się to wydawać do granic nierealne, ale zwróćmy uwagę na to, jak często język ogranicza nas samych. Pomimo, iż dostępna jest nam tak ogromna różnorodność słów, nie zawsze umiemy za ich pomocą oddać to, o czym myślimy wystarczająco dobrze. Zauważamy też, jak język nasuwa nam sposób oraz pewne schematy myślenia. Ciężko jest znaleźć tutaj realny przykład wzięty z życia, właśnie ze względu na wyżej opisaną własność języka. Jest to swoiste błądzenie, poniekąd skazane na porażkę. Nie istnieje bowiem sposób , aby „przerobić „język tak, aby mógł idealnie oddawać każdą naszą myśl, prawa żądzące wszechświatem, wszystkie stany przyrody, uczucia i sposób ich postrzegania przez ludzi.

book-shelf-349934_1280

W celu wytłumaczenia choć ogólnie, przytoczę niepełny przykład z książki Ronalda D. Siegela „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudniości.”. W naszym języku istnieją słowa ja, ty, my. Lecz czy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę, co się zawiera w pojęciu ja? czy istnienie tych słów ma rację bytu i czy są one poprawne? Większość pewne odpowie, że tak. Pomyślmy jednak. Wyobraź sobie, że masz ochotę na jabłko. Zanim zaczniesz je jeść jest jabłko i jesteś Ty. Pomyśl czy czujesz, że to jabłko jest częścią Ciebie, czy może nie jest z Tobą połączone w żaden sposób? Teraz wyobraź sobie, że zjadłeś jabłko. Zostało ono strawione i potrzebne mikroelementy i witaminy zostały wykorzystane przez Twoje ciało do różnych procesów, m.in. do budowy nowych komórek, z których przecież cały się składasz. Czy teraz postrzegasz jabłko jako część Ciebie, czy może jako coś zupełnie oddzielnego?  Jak widzisz granica występuje w jednej chwili po to, aby za moment się lekko zatrzeć, a może nawet zupełnie zniknąć. Tak jest ze wszystkim. Możemy zauważyć, że tak jak kolonia mrówek, nigdy nie będziemy samowystarczalni i razem z całym ekosystemem, kontynentem, wszechświatem stanowimy nierozerwalną jedność. Jak się ma do tego słowo ja? Czy nie bardziej odpowiednie wydaje się teraz słowo my? A może żadne z nich nie opisuje tych zależności wystarczająco jasno?

Można więc łatwo się pogubić, myśląc nad znaczeniami słów, jak i poprawnością struktur i tym, jak sztywny jest język i jak mało opcji daje nam do wyboru. Język jest bowiem bazą dla naszych myśli. Przecież większość, jeżeli nie wszystkie, myśli w naszej głowie pojawiają się w postaci słów, zwrotów lub zdań. Aby je sformuować wykorzystujemy znaną nam mowę. Być może więc idee oraz mentalność ludzi pochodzących z bardzo oddalonych miejsc różnią się poniekąd z tego powodu –  ponieważ język narzuca im pewne reguły. Może gdybyśmy byli wolni od języka, moglibyśmy bardziej skupiać się na podziwianiu danej chwili i naszych uczuciach, zamiast je blokować lub analizować.

cf892ecb7c7bcccf5142a24a098f053c

W moim mniemaniu możemy choć częściowo uwolnić się od tego schematu, rozwijając naszą zdolność komunikacji innymi sposobami. Sztuka daje nam wiele takich sposobów komunikowania się z otoczeniem, bez potrzeby użycia słów. Malarstwo, komponowanie, rysunek, śpiew, gra, rzeźbiarstwo opowiadają o rzeczach, których nie trzeba, a czasem nie można zapisać słowami, a jednak wszyscy potrafimy odczytać natężenie i rodzaj emocji, mnogość myśli ukrytych w takim przekazie. Jedni nie rozumieją i nie czują malarstwa, inni muzyki, ale każdy z nas jest na swój sposób artystą i odczuwa znany sobie rodzaj przekazu. Jeżeli nie wiecie do końca jaki rodzaj sztuki do Was przemawia najlepiej, warto wybrać się do galerii, na koncert, lekcję garncarstwa lub choćby na spacer, aby zauważyć co Was najbardziej zachwyca: widok zielonych drzew, melodyjny śpiew ptoków, szum wody, czy może woń dzikich kwiatów. Każda okazja jest idealna do praktykowania umiejętności postrzegania świata w niewerbalny sposób!