Kiedy upadnie nasza cywilizacja?

sunset-242713_1280

Co za pytanie, prawda? Być może zastanawialiście się już nad tym, a może jeszcze nie przyszło Wam to do głowy. Być może mi też by nie przyszło, gdybym nie przeczytała fragmentu książki „Cywilizacja pierwotna” Edwarda B. Tylor’a. Jest to dość stara lektura i ciężko się ją czyta. Dodatkowo nie miałam pewności, czy jest aktualna, gdyż ostatni przekład jaki znalazłam pochodzi z 1896. Książka zawiera jednak sporo prawd uniwersalnych i zagadnień filozoficznych dotyczących rozwoju cywilizacji ludzkiej.

Jak pisze Tylor w swojej książce:

„Ze stosownym ograniczeniem zasad obydwu teorii [teorie te dotyczą naszej cywilizacji: pierwsza mówi, żę cywilizacja upada z wysokiego poziomu na niski, a teraz znajdujemy się zapewnie gdzieś pomiędzy; teoria druga jest odwrotna i mówi, że cywilizacja postępuje „do przodu” czyli ze stopnia niższego do wyższego, przyp. autora], dadzą się one pogodzić z naszymi wiadomościami historycznymi, które nam pokazują, że stopień wyższej kultury został osiągnięty drogą postępu z niższego poziomu i że, z drugiej strony, to, co kultura zdobyła przez postęp, może stracić przez degradację.”

Dodatkowo książka uświadamia czytelnikowi, że niemal wszystkie wielkie cywilizacje rozwijające się w starożytności w końcu upadły. Wyjątki, takie jak Chiny czy Indie przetrwały. Fakty te dają do myślenia. Po pierwsze, oznacza to, że najprawdopodobniej szybciej lub później nasza cywilizacja zginie. Niestety, świadomość globalizacji oraz wielu konfliktów z nią związanych oraz przeludnienia i pogarszania się klimatu, skłania do refleksji i przywołuje obraz rychłej katastrofy, przynajmniej w mojej głowie. Po drugie, być może moglibyśmy nauczyć się czegoś od tych cywilizacji, które przetrwały? Tutaj widzę szanse na rozwiązanie tego problemu. Jednak według mnie istnieją naprawdę niewielkie szanse na przetrwanie naszej cywilizacji, ponieważ nasza kultura nam na to nie pozwoli. Jesteśmy tak opętani rządzą pieniądza, narzuconą nam właśnie przez kulturę, że nie zauważamy rozrastającego się problemu i nie będziemy chcieli go zauważyć dopóki nie będzie za późno.

Wiem co sobie myślicie: No tak, nawet się zgadzam, ale co mnie to obchodzi? To będzie za jakieś tysiąc lat. I tu skrywałam kolejną niespodziewaną bombę. Otóż poniższy wykres przedstawia wykres ludności ziemi (tak, tak, dane wzięłam z wikipedii):

warsztatrozwojuWyk1

Jak widać liczba ludności rośnie naprawdę szybko. Uzupełniłam więc wykres prostą wielomianową linią trendu. Efekt widoczny jest poniżej:

 

warsztatrozwojuWyk2

 

Jak widać około roku 2050, kiedy część z nas będzie w wieku przed- a część zaawansowanym liczba ludności kuli ziemskiej wzrośnie około trzykrotnie. Zdaję sobie sprawę, że są to moje skromne obliczenia w Excellu, ale już patrząc na zwiększającą się liczbę ludności w poprzednich latach, nasuwa się wniosek, że liczba ta może tylko rosnąć i nie będzie to wzrost liniowy, raczej potęgowy.

Łatwo domyślić się do czego dążę. Mówiąc prosto z mostu: gdzie Ci wszyscy ludzie będą mieszkali? I nawet ważniejsze: Co oni będą jedli? Wiele dużych cywilizacji wymierało właśnie z braku jedzenia. I nie był to powolny proces. Po prostu, nikt o tym nie myślał. Nagle robiło się za ciasno i przestawało wystarczać żywności. Roślinność znikała, zwierzęta wymierały i ludzie też. Co zrobi nasza cywilizacja, gdy znajdzie się u schyłku upadku? Zwłaszcza, że teraz już produkuje się na masową skalę żywność modyfikowaną genetycznie i wykorzystuje zasoby ziemskie do maksimum? (Powiązany reportaż: https://warsztatrozwoju.com/2014/09/26/smierc-w-amazonii-artur-domoslawski). A może to wszystko spowoduje powstanie nowych konfliktów zbrojnych na całym świecie?

Nie wspomniałam tu o niszczeniu klimatu i nadużywaniu zasobów ziemskich, jednak w związku z tym być może powstanie nowy artykuł. Mam nadzieję, że szczyt klimatyczny w Paryżu w przyszłym roku spełni swoją rolę w tej kwestii. Dla zainteresowanych podaję linka do ciekawego dokumentu opisującego zmiany klimatu, napisanego przez zainteresowanych tym zagadnieniem naukowców z całego świata:

http://www.nationalacademies.org/includes/G8+5energy-climate09.pdf

Pytanie z innej beczki, ale bardzo powiązane: skąd ci wszyscy ludzie wezmą te cenne pieniądze? Dodrukuje się? Pewnie tak, ale ile? Tyle żeby wciąż było za mało i ludzie musieli na nie ciężej harować? Banki i tak już wszystko nam pożyczyły. Teraz nasze dzieci i my będziemy ciężko pracować przez całe życie, żeby oddać je bankowi. Żeby oddać mu nic, bo pieniądze są przecież niczym. To temat na kolejne rozważania, ale dobrze wyjaśnia to przykład: Załóżmy, że jest bank, pan Heniek, Zdzisław, Pani Małgorzata i Helena. Żadne z nich nie ma pieniędzy. Bank ma 1000zł. To całe pieniądze. Heniek chce rozkręcić biznes i pożycza od banku 500zł, a zobowiązuje się spłacić 1000zł. Zdzisław zatrudnia się u Heńka i bierze kredyt z banku na samochód 100zł, przy czym musi spłacić 200zł. To samo robią Małgorzata i Helena. Teraz musimy pomyśleć. Skoro każdy coś pożyczył od banku, to razem jest do spłaty 1600zł. Tyle tylko, że wspomniane 600zł nie istnieje. Cała czwórka dała się więc złapać w pułapkę. I sytuacja będzie się powtarzać w kolejnych pokoleniach. Przypomina to bańkę, która rośnie, aż w końcu kiedyś musi pęknąć. Powiecie: zaraz, ale przecież ja mam pieniądze na koncie, mam za co żyć, pojechać na wakacje. Tak, ale czy te pieniądze są warte ośmiu godzin harówki dziennie, pięć razy w tygodniu, niemal do końca życia? Czym ty się różni od niewolnictwa? Czy te wszystkie rzeczy rzeczywiście tyle powinny kosztować? Ja bardzo w to wątpię. Na koniec polecam jeszcze jeden filmik:

Reklamy