„Śmierć w Amazonii” Artur Domosławski

Hej, dzisiaj wrzucam cytaty z książki, która bardzo głęboko mnie poruszyła. Jest to dość szokujący reportaż na temat tego jak duże koncerny, a także my – zwykli ludzie, niszczymy środowisko naturalne, bogactwa Amazonii i życie innych ludzi. Szczerze polecam.

„Z refleksji socjologów i filozofów wiemy, że nowoczesne społeczeństwo kształtuje zachowania i działania moralnie naganne, wręcz odpychające, które nie napotykają oporu moralnego ani nie wywołują wyrzutów sumienia. Takie nowoczesne społeczeństwo potrafi wciągnąć w swoje tryby, na przykład realizację podboju, wywołanie wojny, popełnianie zbrodni, miliony jednostek całkowicie lub prawie całkowicie nieświadomych, że biorą udział w czynieniu zła. Ludzie ci – jak pisze Zygmunt Bauman – >>w żadnym momencie działania nie są zmuszeni do podejmowania świadomie trudnych wyborów moralnych ani do przełamywania wewnętrznych oporów sumienia<<. Innymi słowy: nowoczesne społeczeństwo wytwarza u jednostek moralną ślepotę na masową skalę.

Bauman rozważa przykład robotników fabryki broni, którzy cieszą się z nowych zamówień i dobrej kondycji ekonomicznej przedsiębiorstwa, a zarazem szczerze opłakują masakry dokonywane nawzajem przez Etiopczyków i Erytrejczyków. Nie zastanawiają się, że być może broń, którą produkują – dzięki czemu mogą cieszyć się z poprawy sytuacji materialnej swojej i firmy dającej im pracę – trafia w ręce bojowników tej czy innej wojny, której ofiary wywołują uczucia autentycznego smutku i troski. […]

>>Tworzy się – pisze Bauman – duży dystans między zamiarem a jego praktycznym urzeczywistnieniem, zaś przestrzeń ta wypełniona jest dużą liczbą drobnych działań, wykonywanych przez mało znaczących pośredników<<.

Wniosek: nikogo nie powinien dziwić udział normalnych, porządnych, uczciwych ludzi w działaniach i procesach, które owocują zniszczeniami, okrucieństwami, zbrodniami. Jakżeż w codziennej krzątaninie – podpisywaniu zamówienia na ileś ton surówki hutniczej, drewna czy wołowiny, kupnie półproduktu od kontrahenta, negocjowaniu kontraktu z siecią supermarketów, zakupie nowego samochodu czy lodówki – dopatrywać się związku drobnej czynności, samej w sobie moralnie obojętnej, ze zbrodnią przeciwko środowisku czy zabójstwem wieśniaków w małej miejscowości na końcu świata?

Powiada Bauman: >>Powiększenie się dystansu fizycznego i/albo psychicznego między działaniem a jego konsekwencją powoduje nie tylko atrofię hamulców moralnych – pozbawia działanie moralnego znaczenia i eliminuje w zarodku konflikt między osobistą postawą moralną a niemoralnością społecznych konsekwencji działania. W sytuacji, gdzie większość istotnych społecznie działań składa się z długiego łańcucha złożonych poczynań przyczynowych i funkcjonalnych, traci się z oczu wszelkie dylematy moralne, zaś okazja do istotnego i świadomego wyboru moralnego pojawia się coraz rzadziej<<.

To nie sugestia, że nie ma odpowiedzialności, ani nie rada, żeby zapaść w beztroski sen. Raczej obserwacja bez nierealistycznych oczekiwań, że dostrzeżenie własnego udziału, współwiny, wymaga wysiłku, na który mało kogo stać.”

„Rok pięćdziesiąty pierwszy. Dziewiętnastoletni Szwed Sven Lindqvist, po latach sławny pisarz, płynie statkiem, który zawija do fiordu Trondheim w Norwegii. Na brzegu, w atmosferze zabawy, kiedy ktoś przedstawia go jako Szweda, miejscowa gospodyni, Norweżka, reaguje urazem. Wypomina chłopcu kolaborację jego kraju z Hitlerem: tranzyt wojsk III Rzeszy przez Szwecję do Norwegii. W czterdziestym drugim Lindqvist miał dziesięć lat. Mimo to usłyszał: >>Wystarczająco dużo, żeby podzielić się łupem<<. Zmieszał się, poczuł narastający gniew.

>>Spotkała mnie straszna niesprawiedliwość. Dlaczego oskarżono akurat mnie o coś, w czym brali udział także wszyscy inni Szwedzi? Albo nie brali. Jakby to była moja wina. Jakbym to ja ponosił za to odpowiedzialność… Czekając na załogę statku, układałem w myślach wielką mowę na swoją obronę. ‘Nie można winić dzieci za błędy rodziców. Każde nowe pokolenie rodzi się bez winy’<<.

Po latach […] przyszła inna refleksja na temat przykrego zdarzenia sprzed lat.

>>Dług zaciągnięty przez państwo przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnie majątek narodowy, wielokrotnie przewyższający zadłużenie. Żeby być bogatym, wystarczyło urodzić się Szwedem. To, że żyłem lepiej niż mieszkaniec Konga czy Indonezji, nie było moją zasługą. Przyszedłem na świat jako spadkobierca nietkniętego wojną kraju i dobrze funkcjonującej gospodarki – mówiąc krótko, dobrze mi się powodziło, bo byłem Szwedem.

Czy mogłem więc, przyjmując dobre strony bycia Szwedem, odrzucić te złe? Dzięki dostawom rudy  żelaza, zgodzie na tranzyt wojsk i inne rażące odstępstwa od polityki neutralności Szwecja zachowała dobre stosunki z Niemcami i uniknęła wojny. To, że nigdy nie przeżyłem bombardowania, ostrzałów, a nawet nie musiałem chodzić spać głodny, zawdzięczałem tchórzliwej polityce mojego kraju. Gospodyni miała rację. Brałem udział w podziale łupu. A zatem powinienem ponieść odpowiedzialność.<<”


„Woda z naturalnych źródeł jest dla odległych społeczności Andów sercem wszystkiego. Daje życie ludziom i hodowanym zwierzętom, wokół jej zasobów tworzy się gospodarstwa. W miastach wodę ludziom do domów dostarczają wodociągi, w górach dostęp do jej źródeł naturalnych przesądza o przetrwaniu. Ponadto w wierzeniach autochtonów woda ma znaczenia sakralne.
W eksploatacji złota i innych metali, srebra czy miedzi, woda to też serce przedsięwzięcia. Bez dostępu do jej wielkich zasobów przemysł wydobywczy nie istnieje. Lokalni obrońcy środowiska wyliczają, że Yanacocha-Newmont przemiela dziennie sześćset tysięcy ton skał i kamieni. Na jedną tonę potrzeba trzech metrów sześciennych roztworu wody i cyjanku. Oznacza to, że każdego dnia koncern zużywa blisko dwa miliony metrów sześciennych wody.

Konflikt jest nieunikniony.

Znikanie lagun, wysychanie strumieni i rzek spowodowało, że do niektórych wiosek firma wodociągowa SEDACAJ dostarcza teraz wodę w cysternach. Wieśniacy, którzy od zawsze, jeszcze zanim Amerykę najechali konkwistadorzy, mieli wodę za darmo, muszą teraz płacić. Ta jedna jedyna rzecz uderza w nich ekonomicznie i rujnuje duchowo. Jest najbardziej namacalnym objawem rozpadu całego ich kosmosu. Płacić za wodę? Za najbardziej podstawowe paliwo, jakie daje każdej istocie żywej Pachamama – Matka Ziemia? Czy kiedyś ktoś zażąda, żeby płacić za powietrze? […] Zoila Vizconde, lat pięćdziesiąt pięć, wyrzuca z siebie złość I frustrację: płaci za wodę sto pięćdziesiąt soli (peruwiański sol jest nieco mocniejszy od polskiej złotówki). To kilkakrotnie więcej niż dziesięć, piętnaście lat temu. I ma ją w kranie przez dwie, trzy godziny dziennie. Zużycie zasobów wody przez kopalnie złota sprawia, że miejscowe wodociągi reglamentują wodę. W niektórych dzielnicach jest ona do pierwszej po południu, w innych od piątej do ósmej rano, a potem wieczorem od szóstej do siódmej. […]

badacze z miejscowego uniwersytetu zawiadomili stację uzdatniania wody El Milagro, że znaleźli niepokojące ilości sześciowartościowego chromu, manganu, żelaza, miedzi i cyjanku. Woda uzdatniana w tej stacji pochodzi z Rio Grande, głównej rzeki w regionie. Władze lokalne i firma obsługująca wodociągi przeprowadziły badania, które – jak poinformowano oficjalnie – nie dały jednoznacznych wyników. Gazeta napisała, że nawet dyrektorzy Yanacocha-Newmont, którzy zawsze mówią, że wodę oczyszczoną wpuszcza się z powrotem do rzek, nie byli pewni stanu jej czystości. W dwa tysiące piątym w szkole Davy College, w której uczyły się dzieci pracowników koncernu, pojawiły się plakaty z ostrzeżeniami po angielsku i hiszpańsku, żeby nie pić kranówki.

Ostatnie duże badania wody przeprowadzono tu w dwa tysiące dziesiątym i wyszło, że woda, która płynie z kranów w Cajamarce, zawiera trihalometany. Są to substancje toksyczne, które nie ulegają biodegradacji i powodują raka. Jeden z dawnych szefów wodociągów ostrzegał publicznie, że ludzie nie powinni pić tej wody.”


„Pod koniec dwa tysiące jedenastego w kręgach rządowych i środkach przekazu zaczyna się mówić o raporcie Estudio del impacto ambiental (EIA). Raport opisuje wpływ projektu Conga na środowisko. Jest korzystny z punktu widzenia firmy Yanacocha-Newmont – nic dziwnego, to koncern sfinansował jego powstanie. […]

Zespół reporterów śledczych zaczyna węszyć. Pierwsze zdziwienie: ministerstwo ochrony środowiska nie otrzymało raportu. Jeden z wiceministrów prosi resort energii i kopalń o przesłanie tekstu do zaopiniowania. Zdziwienie drugie: adresat milczy. Kolejną prośbę wysyła inny wiceminister. Zdziwienie trzecie: udaje mu się uzyskać raport, niestety bez kilku kluczowych aneksów. Cały dokument ministerstwo ochrony środowiska otrzymuje dopiero z biura koncernu, szefowie firmy wolą nie ryzykować obstrukcji kluczowego w tej sprawie ministra.

Po zapoznaniu się z raportem minister ochrony środowiska wcale nie ma o nim dobrego zdania. Na jedenastu stronach grupa resortowych urzędników i analityków, pod kierunkiem wiceministra Jóse de Echave, stwierdza, że projekt Conga zmieni w sposób nieodwracalny zasoby wody w regionie, że doprowadzi do zamknięcia kilku ekosystemów, w tym czterech lagun; dwie z nich mają stać się gigantycznym zbiornikiem odpadów skażonych chemikaliami. W opinii ministerialnych ekspertów, laguny pełnią rolę regulatora zasobów wodnych, podobną do roli lodowców. Ministerstwo ma zażądać od koncernu przeprowadzenia dodatkowych badań, które oszacują skutki eksploatacji nowych złóż – społeczne, ekonomiczne, dla środowiska – na różnych etapach produkcji. […]

Kilka dni po napisaniu owych krytycznych jedenastu stron o Conga do dymisji podaje się wiceminister Jose de Echave, ten, który kierował zespołem ekspertów. Mówi, że rząd nie ma strategii rozwiązywania konfliktów takich jak rozgrywający się wokół Conga. Krótko po tym dochodzi do wymiany całego rządu. […]

Nowy minister ochrony środowiska Manuel Pulgar, spytany w telewizji o krytyczne opracowanie na temat projektu Conga, stwierdza, że nie może go znaleźć. […]

Zespół Gorritiego z elegancką ironią ogłasza, że to oni, reporterzy, znaleźli opracowanie i dostarczą je wszystkim zainteresowanym w internecie. Dziennikarze piszą z przekąsem, że tytuł opracowania nie sugeruje, iż chodziło o „pomoc dla pamięci” czyli „dokument wewnętrzny”, lecz o Raport 001-2011. Oznacza to, że tekst ma charakter oficjalny, że przeszedł przez ręce ministra i trafił na biurko prezydenta.”

Reklamy