„Oślepienie”

          Robin Cook jest według mnie mistrzem medycznych thrillerów. „Oślepienie” trzyma w napięciu już od pierwszej strony. Przygotujcie się na niezłą akcję i lekkie mdłości! Poniżej przedsmak tego co możecie znaleźć w księżce.

 


 

          „Kolosalna dawka stężonej kokainy pod naciskiem tłoka wydostała się ze strzykawki do żyły łokciowej Duncana Andrewsa. Natychmiast odezwały się alarmy chemiczne. Niektóre komórki krwi i enzymy osocza zwane jako cholesterazy zaatakowały cząsteczki kokainy jako część grupy związków zwanych alkaloidami; związki te wytwarzane są przez rośliny i należą do nich takie fizjologicznie czynne substancje, jak kofeina, morfina, strychnina i nikotyna.

          Podejmując rozpaczliwą, choć daremną próbę obrony przed tą gwałtowną inwazją, enzymy osocza znane jako cholesterazy zaatakowały kokainę, rozkładając część obcych cząsteczek na fizjologicznie nieczynne fragmenty. Dawka była jednak przytłaczająca. W ciągu paru sekund kokaina przemknęła przez prawą komorę serca do płuc, a następnie do innych części ciała Duncana.

          Farmakologiczne skutki działania narkotyku zaczęły pojawiać się niemal natychmiast. Część cząsteczek kokainy dostała się do tętnic wieńcowych, powodując ich zwężenie i zmniejszenie dopływu krwi do serca. Jednocześnie rozpoczęło się przenikanie kokainy z naczyń wieńcowych do płynu zewnątrzkomórkowego otaczającego ciężko pracujące włókna mięśnia sercowego. Obcy związek zaczął tam zakłócać ruch jonów sodowych przez błony komórkowe, mający kluczowe znaczenie dla funkcji skurczowych mięśnia sercowego. W wyniku tego zdolność przewodzenia bodźców w sercu oraz jego kurczliwość zaczęły się zmniejszać.

          W tym samym czasie cząsteczki kokainy dotarły przez tętnice szyjne do mózgu i bez najmniejszego trudu przeniknęły barierę krew-mózg. Zaczęły krążyć między bezbronnymi komórkami mózgowymi, skupiając się w miejscach zwanych synapsami, przez które komórki nerwowe utrzymują łączność między sobą.

          Właśnie w synapsach działanie kokainy było najbardziej perfidne. Przejmowała na siebie nie swoją rolę. Chemiczne właściwości cząsteczki kokainy sprawiały, że jej zewnętrzna część była błędnie rozpoznawana przez komórki nerwowe jako neurotransmiter, czyli adrenalina, noradrenalina lub dopamina. Działając na zasadzie wytrycha, cząsteczki kokainy wnikały do molekularnych pomp absorbujących te neurotransmitery i blokując je, nagle zatrzymywały ich pracę.

          Wynik był łatwy do przewidzenia. Ponieważ reabsorbcja neurotransmiterów była zablokowana, utrzymywał się ich efekt stymulujący. A stymulacja prowadziła do dalszego wyzwalania neurotransmiterów w ramach swoistej spirali pobudzenia. Komórki nerwowe, które normalnie wróciłyby do stanu uspokojenia, zaczynały reagować seriami impulsów.

          Aktywność komórek mózgowych stopniowo narastała, zwłaszcza w ośrodkach zadowolenia położonych głęboko pod korą mózgową. Tutaj głównym neurotransmiterem była dopamina. Z przewrotną predylekcją kokaina zablokowała pompy dopaminowe, doprowadzając do gwałtownego wzrostu stężenia dopaminy. Obwody nerwowe unikatowo połączone dla zapewnienia przetrwania gatunku znalazły się w stanie silnego pobudzenia, wypełniając ekstatycznymi bodźcami linie przesyłowe do kory mózgowej.

          Ale ośrodki nie były jedynymi zaatakowanymi częściami mózgu Duncana, tylko jednymi z pierwszych. Wkrótce pojawiły się bardziej ponure efekty inwazji kokainy. Dotyczyły one filogenetycznie starszych ośrodków mózgu regulujących takie funkcje, jak oddychanie i koordynacja mięśni, Pobudzone zostały nawet obszary kontrolujące termoregulację i wymioty.

          Sytuacja niebyła więc dobra. Wśród gwałtownego napływu przyjemnych bodźców wytwarzał się stan złowróżbny. Na horyzoncie powstała ciemna chmura zapowiadająca straszliwą burzę neurologiczną. Kokaina miała ujawnić swe prawdziwe, mylące oblicze: sługi śmierci otaczającej się aurą oszukańczej rozkoszy.”

 


 

          „Laurie odłożyła słuchawkę. (…) Złapała taksówkę i pojechała pod adres na Sutton Place South. Po przybyciu na miejsce pokazała portierowi swą odznakę lekarza sądowego i poprosiła o zarządcę domu.

– Carl będzie tu za moment. Mieszka w tym budynku i prawie zawsze jest uchwytny – powiedział bez wahania portier.

          Wkrótce pojawił się drobny, ciemnowłosy mężczyzna z czarnym wąsikiem i przedstawił się jako Carl Bethany.

– Domyślam się, że jest tu pani w związku z George’em VanDeusenem? – zapytał.

          Laurie kiwnęła głową.

– Jeśli nie sprawiłoby to zbytniego kłopotu, chciałabym obejrzeć miejsce, gdzie znaleziono ciała. Czy mieszkanie jest puste?

– O, tak – odpowiedział Carl. – Ciała zostały zabrane w nocy.

– Nie o to mi chodziło – wyjaśniła. – Chcę się upewnić, że nie ma tam członków rodziny. Nie chciałabym nikogo niepokoić.

          Zarządca odparł, że musi sprawdzić. Porozmawiał z portierem, po czym wrócił i zapewnił Laurie, że w mieszkaniu nie ma nikogo. Następnie zawiózł ją na dziesiąte piętro i otworzył drzwi wejściowe.

– Nikt jeszcze tu nie sprzątał – poinformował wchodząc.

           Laurie poczuła zapach stęchlizny, podobny do rybiego.

          Rozejrzała się po pokoju. Antyczny stolik do kawy stał na trzech nogach przechylony pod dziwnym kątem. Czwarta noga leżała na podłodze tuż obok. Na dywanie rozsypane były magazyny ilustrowane i książki; wyglądało na to, że rozsypały się po złamaniu nogi stolika. Między stołem a kanapą leżała rozbita kryształowa lampa. Na ścianie krzywo wisiał duży olejny obraz któregoś ze starych mistrzów.

– Sporo szkód – zauważyła Laurie. W wyobraźni odtwarzała napad drgawek, który mógłby spowodować takie zniszczenia.

– Tak właśnie to wyglądało, gdy wszedłem tu wczoraj w nocy – rzekł Bethany.

          Skierowała się w stronę kuchni.

– Kto znalazł ciała? – spytała.

– Ja – odpowiedział Carl.

– Kto pana wezwał?

– Nocny portier.

          Laurie właśnie miała o niego zapytać. Powiedziała zarządcy, że z nim także chciałaby porozmawiać.

– Dlaczego pana wezwał? – pytała dalej.

– Powiedział, że jakiś inny lokator powiadomił go o dziwnych odgłosach dochodzących z tego mieszkania. Obawiał się, że komuś mogło się coś stać.

– I co pan zrobił?

– Wjechałem tutaj i zadzwoniłem. Dzwoniłem kilka razy, po czym użyłem zapasowego klucza. No i znalazłem ciała.

          Laurie przymknęła na moment oczy. Zastanawiała się nad scenariuszem i coś w nim nie grało. Z przeczytanego przed godziną raportu dochodzeniowego pamiętała, że w obu ciałach, nawet u kobiety w sypialni stwierdzono stężenie pośmiertne. Oznaczało to że ofiary musiały nie żyć co najmniej od kilku godzin.

– Mówi pan, że lokator powiadomił portiera o odgłosach dochodzących z mieszkania właśnie wtedy? To znaczy w chwili, gdy telefonował?

– Tak mi się wydaje – odpowiedział Bethany.

          Laurie zaczęła się zastanawiać, jak znaleziono inne ofiary z serii.”

 


 

          „Po zajrzeniu do biura kostnicy i głównej sali sekcyjnej Laurie zrezygnowała z poszukiwań Bruce’a. Uznała, że pewnie ma przerwę w pracy. Postanowiła sama poszukać w chłodni ciała Haberlin.

          Przed wejściem do środka włożyła gumowe rękawice. Z trudem otworzyła Ciężkie drzwi, sięgnęła do środka i zapaliła światło.

          Chłodnia wyglądała mniej więcej tak samo jak poprzednim razem, gdy poszukiwała ciała Julii Myerholtz. Większość zwłok na drewnianych półkach nie była ruszona od jej ostatniej wizyty. Na wózkach leżała nowa partia. Niestety było więcej ciał niż przedtem. Starając się działać metodycznie, zaczęła od sprawdzania zwłok znajdujących się najbliżej drzwi. Wszystkie miały, jak zwykle, kartki identyfikacyjne. Aby sprawdzić nazwisko, musiała za każdym razem podnosić prześcieradło pokrywające ciało. Następnie przesuwała na bok wózek i przechodziła dalej w głąb chłodni.

          Wzdrygnęła się. Widok bladych zwłok młodej osoby nigdy nie należał do przyjemnych. Wydawało jej się, że nigdy się nie przyzwyczai do tego aspektu swej pracy lekarza sądowego. Z wyraźną niechęcią wyciągnęła rękę i położyła kciuki i palce wskazujące na górnych powiekach Stephanie.

           Przez chwilę wahała się, zastanawiając się, czy bardziej wolałaby się mylić, czy też nie. Wciągnęła głęboko powietrze i podniosła powieki zmarłej kobiety.

          Po raz drugi wzdrygnęła się. Poczuła się nawet niepewnie na nogach. W ułamku sekundy jej podejrzenia się potwierdziły. Miała rację. Nie można już było uważać tego za zbieg okoliczności.”

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s